Tag Archives: razem

Jak kogoś kochać? Stopniowo…

Zakochałam się! – mówi mi Hanka. „O Matko Bosko, to się teraz zacznie” – myślę…

Znacie ludzi, którzy zakochali się i świat się dla nich wywrócił? Ja znam i staram się cieszyć szczęściem moich przyjaciół, ale nie zawsze przychodzi mi to z łatwością. Dlaczego? Bo sama „motylki” mam już dawno za sobą, więc  dla mnie miłość to zupełnie coś innego niż dla nich. Nie ogarniam już swoim umysłem tego, że przestali odwiedzać rodzinę, nie odzywają się do przyjaciół, na wszelkie spotkania zawsze przychodzą ze swoją połówką i nagle zmienili swoje zainteresowania o 180 stopni. Dziwaki jakieś.

Każdy kocha inaczej

Oczywiście to co powyżej piszę z nutką ironii, bo nie zawsze tak jest, ale w skrócie chodzi mi o to, że jak się człowiek zakocha to trochę szaleje 🙂 I to widać, czasem za bardzo. Zaplatanie rąk na wszelkie możliwe sposoby, ciągłe przytulaski, patrzenie sobie w oczy… Oj tak słodko się zrobiło, że aż mnie mdli. Ale niech będzie – każdy kocha inaczej. Każdy z nas okazuje miłość na swój sposób. Inaczej młodzi dwudziestolatkowie, a zupełnie inaczej ludzie po pięćdziesiątce. Czy to źle?

Pięknie się różnimy

Idąc dalej – w każdym wieku, w każdym związku, o innym czasie, kocha się inaczej. I nie ma co się łudzić – nie kochamy cały czas tak samo jak przez pierwszy miesiąc związku (patrz akapit pierwszy, czyli motylki itp.). Nasz związek przechodzi fazy, wzloty, upadki, chwile uniesień i potwornych kłótni. Ale to wszystko jest dobre i potrzebne. Jeśli się kochacie to to zupełnie zdrowe.

Miłość to nie tylko babeczki i tęcze

Każdy z nas okazuje miłość na swój sposób. Magda poprzez opiekę, troskę i karmienie, ale mąż zarzuca jej, że jest nadopiekuńcza. Janek poprzez dawanie wolności, jednak jego żona jest zdania, że nie jest on w związek dostatecznie zaangażowany. Basia uważa, że tylko poświęcając partnerowi każdy wieczór może okazać mu, że jej zależy. Okeeej, choć to dla mnie już jakaś paranoja, serio! Nie można mieć kogoś na 24 godziny non stop. Takie takie dziwne dla mnie, albo ja jakaś dziwna może.

Nie ma co oceniać, warto skupić się na sobie

Gadamy codziennie o innych. Codziennie, i dużo. Oceniamy związki i porównujemy do innych. Aaa i hit: rady znajomych, którzy nie są w związku, nie mają dzieci, ani kilkunastu lat stażu w byciu razem (my mamy i jak pomyślę, że tyle się znamy, to powiem Ci, że ciężko mi w to uwierzyć). Nie ma co się skupiać na innych związkach – dbaj o swój, bo jest Twój.

Życie to tylko chwila

Życie nie będzie trwało wiecznie, więc ciesz się miłością. Swoją. Dbaj o nią, pielęgnuj, myśl o niej. Nie pozwól jej umierać czy psuć się. Kiedyś jak babcia mi mówiła, że życie mija jak jeden dzień to myślałam, że może i tak, ale ja mam go jeszcze tyle przed sobą, że zdążę się nacieszyć miłością. Nikt nie ma gwarancji ile lat przeżyje, dlatego warto kochać mocno i ciągle.

Czyli jak?

Mam sposób… Aby rozwijać swoją miłość, trzeba kochać stopniowo. Korzystaj śmiało z czasu zakochania i wariuj na punkcie tej drugiej osoby. Jak przyjdzie czas wspólnego mieszkania to ciesz się jak szalona (na brudne skarpetki w różnych miejscach i inne natręctwa czasem będziesz musiała przymknąć oko, ale czego się nie robi dla miłości <3 ). Potem ślub, potem dzieci. Wszystko ma swój czas, a miłość wtedy się zmienia. Ale ciągle trzeba ją podgrzewać, żeby się nie wypaliła…

Mów jasno o swoich potrzebach i pragnieniach

Jesteś już z kimś długo, więc możecie wprost rozmawiać o swoich marzeniach. Warto się nimi dzielić i wspólnie je realizować. Relacja wymaga poświęceń i kompromisów, ale z pewnych ważnych rzeczy nie powinniśmy rezygnować. Jeśli boisz się, że Twoje potrzeby odstraszą partnera (np. potrzeba wspólnego zamieszkania czy ślubu), to może być znak, że nie do końca do siebie pasujecie, więc się kobieto dobrze zastanów czy tego chcesz.

Nie pozwól, by wyłącznie relacja definiowała to kim jesteś

Bo jeśli się skończy lub zacznie szwankować, stracisz jedyne źródło wsparcia i pozytywnej samooceny. Dla rozwoju osobistego potrzebujemy mieć osobowość w relacji i poza nią. Dlatego tak ważne jest własne zdanie, zainterowania, pensja…

Spędzaj czas także sama

Poświęcanie czasu wyłącznie dla siebie, bez męża czy dziecka, jest bardzo ważne. Od czasu do czasu spędzaj czas w samotności. Dla mnie obecnie to pisanie bloga czy czytanie ksiązki, jeśli Mela mi na to pozwala. Czasem wychodzę na miasto z przyjaciółmi, a mąż wieczorami spełnia się sportowo. Każdy coś ma – rzekłabym. I dobrze nam z tym 🙂

Komunikuj jasno o co Ci chodzi

Umiejętne komunikowanie się to podstawa udanego małżeństwa czy związku. Przede wszystkim ważne, żebyście ze sobą rozmawiali. A w tych rozmowach, żebyście wyrażali to, co czujecie, co myślicie i czego chcecie. Nie każ partnerowi się domyślać (on to powinien wiedzieć, jak mnie kocha to się domyśli itp.). Dobrze Ci radzę, powiedz wprost, bo domyślanie się rodzi duże problemy.

Kochaj, kochaj, kochaj

Stopniowo, w pełni szaleństwa, stabilnie, mądrze, zabawnie, odpowiedzialnie i bardzo, bardzo mocno.

Bądź szczęśliwa!


Tekst powstał wspierając akcję Tydzień Małżeństwa w internecie, którą prowadzi w Polsce Ewa Olborska z Mocem.  Zajrzyj również do innych tekstów w tej kampanii 🙂

Pierniczki, wspólne kolędowanie, choinka… Czyli wszystko to, bez czego Święta się nie liczą!

No więc jak to jest? Bez czego nie wyobrażasz sobie Świąt? Masz taką listę? Z pewnością! Może niespisaną, ale w głowie na pewno masz to wszystko poukładane. Co dokładnie? Każdy z nas co innego… Czy to źle? Nie! To, że w wielu rodzinach są różne zwyczaje to piękna sprawa, bo spotykając się wspólnie można wymienić się doświadczeniami 🙂

Choinka na start!

Żywe, sztuczne, zielone, białe, świerki, jodły… Wszystkie są cudne! Najważniejsze żeby cieszyły domowników. Dla mnie osobiście ważne jest też to, żeby była żywa. Przez ostatnie lata wybieramy jodłę kaukaską, bo przypadła nam do gustu. Jeśli chodzi o ozdoby to choć u nas stonowane srebro i złoto, to uwielbiam kolorowe choinki u mamy czy babci – to taki sentyment z dzieciństwa. Ogólnie rzecz ujmując ważne jest, aby w domu na Święta była choinka – bez niej nie ma klimatu.

Pierniczki oraz inne przygotowania

Sałatki, pierogi, uszka, pierniczki… Te ostatnie u mnie w domu robiło się sporadycznie, w sensie nie co roku. W mojej rodzinie chcę to zmienić. Zamierzam z Melą co roku robić pierniczki. To coś takiego, co można zrobić nawet kilka tygodni przed Świętami, a daje poczucie, że magiczny czas tuż tuż. Poza tym dla kilkulatki to ogromna frajda, że może coś zagniatać, wałkować, wykrawać figurki, a potem czekać aż się upieką… Pomyśl jaką Ty masz satysfakcję, jak jesz coś, co sama przygotujesz, więc dlaczego dziecku to odbierać. Pozwól mu – nawet kosztem wyrzucenia twardych, nie do zjedzenia, pierniczków 🙂

Pierwsza gwiazdka

Niby nikt w to nie wierzy, a od tego zaczyna się wigilia. A ja wierzę! I co roku stoję w oknie, aż ją zobaczę. To taki magiczny czas, tuż przed, w oczekiwaniu. Chodzenie od okna do okna to u mnie standard 🙂 Nie zrezygnuję z tej przyjemności.

Najważniejsze – bycie razem

Kolędowanie, śmiechy, anegdoty, wspólne wyjście na pasterkę – to najważniejsze dla mnie rzeczy podczas Świąt. Pozostałe: ozdoby, jedzenie, karpie i ciasta to dodatki. Najważniejsi są ludzie. R-O-D-Z-I-N-A… To bez niej nie ma Świąt. Życzę Ci abyś nigdy w Święta nie był sam. Miej dobre relacje, spotykaj się, śmiej, ściskaj i bądź.

Dbaj, o to co ważne.

Wesołych Świąt!

Uciekam do stołu wcisnąć jeszcze jednego serniczka 😛

Idealne, rodzinne śniadanie? Mission impossible!

Weekend, słoneczny, deszczowy, każdy inny… Byle z rodziną – to najważniejsze. Brzmi zachęcająco? No jasne, bo przecież to przepis na udany, wspólny czas.

Do rzeczy… Co daje Ci szczęście w weekend? Szalona impreza, długi sen, czas z dzieckiem, rodzinne śniadanie?

Wszystko po trochę jest fajne, ale zatrzymajmy się na poranku. Jak wygląda Twój? Śpisz do 9:00, wstajesz wyspana, tanecznym krokiem wchodzisz po lśniącej podłodze, do wysprzątanej (poprzedniego dnia) kuchni i robisz rodzinne śniadanie.

Gdy wszyscy jeszcze śpią, a Ty masz chwilę dla siebie na wypicie #capuccino z pianką i przygotowanie pysznego śniadania dla całej rodziny.

I co dalej? No śniadanie rzecz jasna. W tygodniu nie ma czasu na szaleństwa, więc kanapki i kakao to wyżyny Twojej kreatywności. No, ale po to jest sobota – „wykaż się mamo”, mówisz sama do siebie. No to myślisz, co by tu przygotować żeby było dobre i ładnie wyglądało, w końcu #instaphoto oraz #instabreakfast musi być 🙂

No to puszczasz te swoje kobiece wodze fantazji i #pancakes myślisz.  Mieszasz, smażysz na teflonie bez tłuszczu (dla zdrowotności), następnie polewasz gotowe placuszki przepyszną, balsamiczną, porzeczkową glazurą i serwujesz najpiękniej jak potrafisz.

Biegniesz obudzić swoje skarby i całując w czoła, wołasz je na te pachnące i puszyste pyszności. Przychodzą, siadacie, jecie, delektujecie się sobą i placuszkami. No i macie #happyweekend. Zdjęcie na #insta też ładnie wyszło. No przecudna perspektywa!

Ech, dobra wróć! Tak naprawdę napracowałaś się, ustroiłaś tą całą glazurą porzeczkową, a oni co? Przecież nie będą tego jeść, bo jednemu właśnie ta porzeczkowa glazura nie pasuje, a drugie mówi, że nie jest głodne.

I nagle czar prysł… Patrząc na zegarek widzisz, że wstałaś przecież o 6:00, a nie o 9:00 (#inyourdreams mamusiu) – ot taki czeski błąd.

W kuchni bałagan po #fridaynight, a na podłodze oprócz kurzu po całym tygodniu, tony klocków, które potrafią same wchodzić pod Twoje nogi – złośliwce.

I co? Gotujesz swoim uroczym domownikom kakao i serwujesz parówki, bo tak sobie przed sekundą wymyślili. Potem siadasz do pełnego talerza swoich wymuskanych #pancakes i wcinasz je, popijając zimną kawą. Bez pianki…

#Thisislife myślisz, wrzucasz zdjęcie na Instagram, bo tyle Ci zostało i związując potargane włosy, zabierasz się za sprzątanie.

#HappySaturday pełną gębą!

PS: Poniżej załączam przepis, dla tych z Was co też chcą zachwycić swoją rodzinę i zostać jak ja #bohaterkadomu 🙂

Życzę Wam ochotników do jedzenia 🙂

Składniki:

  • 1/5 kostki masła
  • 2 jajka
  • 250 ml mleka
  • 250 g mąki
  • 2 łyżki cukru (można dodać więcej, choć ja nie lubię mega słodko)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (to bardzo ważne, nie pomijaj!)
  • szczypta soli

Sposób przygotowania:

  1. Roztopić i wystudzić masło.
  2. W misce zmiksować jajka z mlekiem.
  3. Dodać suche składniki i dobrze wymieszać.
  4. Do masy dodać roztopione masło i ponownie wymieszać, aż wszystko będzie gęste.
  5. Smażyć placuszki o średnicy ok. 10 cm na patelni teflonowej, bez dodatku tłuszczu (ewentualnie można dodać odrobinkę masła do pierwszej partii placuszków), na średnim ogniu.
  6. Placuszki należy obrócić na drugą stronę kiedy na wierzchu ciasta pojawią się małe dziurki.
  7. Podawać ułożone jeden na drugim z ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

 

Ostatnie pytanie: czy spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst?

Jeśli tak, to bardzo mi miło. Chcesz co jakiś czas poczytać o moich pasjach związanych z życiem mamy marketerki? Masz kilka możliwości:
udostępnij ten wpis jeśli Ci się podoba i chcesz pokazać go innym,
– zostaw komentarz – chcę wiedzieć czy myślisz podobnie do mnie, a może masz zupełnie inne zdanie,
polub mój profil na Facebooku – sporo tam kulisów moich pasji,
zaobserwuj Instagrama – jeśli lubisz oglądać moje zdjęcia 🙂

 

 

Miłość nie jedno ma imię – dla mnie to wrzesień…

Jak to jest z ta miłością? Czy tylko te piękna, wymarzona, idealna ma szansę zaistnieć? Czy zawsze trzeba pasować do siebie na 100%?

Och te moje znaki zapytania, ale wiesz już, że je uwielbiam. Czy każda miłość jest pierwsza? Czy każda ma szansę przetrwania?

Pewnie nie. Ile razy myślimy, że to już ostatnia, ta wybrana, a potem znów jakaś burza w szklance wody i koniec związku. Ale idźmy dalej, nie chcę wzbudzać w Tobie przykrych wspomnień. Dziś napiszę kilka słów o mojej miłości, ale najpierw Ty się zastanów przez chwilkę.

Pomyśl jak jest teraz. Masz kogoś? Jeśli aktualnie nie, to wiedz, że wierzę w przeznaczenie, więc gdzieś już chodzi po świecie ta Twoja druga połówka. A co z tą miłością aż po grób? Czy istnieje? Często się nad tym zastanawiam i choć nie ma reguły to myślę, że istnieje. Szczególnie jak patrzę na starsze małżeństwa. Miałam kiedyś taką przyjemność zobaczyć staruszka, który podwiózł gdzieś żonę, a zanim wysiadła z auta dali sobie całusa. Wiesz jakie to było romantyczne?

Dziś mija pięć lat od mojego ślubu, dlatego chcę Ci przesłać trochę pozytywnej energii. Zawarliśmy nasz związek małżeński we wrześniu, więc uznajmy, że to nasz miesiąc miłości. Czy uważam, że ten staż to sukces? No jasne! Kto by z nami wytrzymał! 🙂

Oboje siebie warci

Oj, powiedzieć, że nasz związek to ideał, to mocna przesada. To przy okazji odpowiedź na jedno z pierwszych pytań powyżej, o dopasowaniu charakterów. Uważam, że nie ma ani ludzi, ani związków na medal. Każdy ma coś w sobie, co drugą osobę potrafi tak wyprowadzić z równowagi, że ta pierwsza pakuje walizki i ma ochotę uciec jak najdalej.

Każdy kocha inaczej – i każdy sposób jest dobry. Nie ma opcji, że Ty kochasz tak jak ja i odwrotnie. Każda miłość jest inna, że tak to patetycznie ujmę.

Co lepsze: „Co dziś robimy Koteczku?” czy „Wyniosę śmieci, a Ty idź odpocznij”?

Stawiam tu znak równości. I jedno i drugie to oznaka miłości, tylko innej.  Choć oba typy związków są kompletnie inne, to łączy je to samo – love, love, love…

Miłosne sms-y

O to też jest dobre 🙂 Kiedyś „Kochanie, wiesz co będziemy robić dziś wieczorem, szykuj się”, a teraz: „kup wodę, jajka, chleb…”. Oj tak, miłość ewoluuje. W różne strony. Nie jesteśmy ze sobą tylko przez ostatnie 5 lat, a jak sobie pomyślę, że to już kilkanaście to aż nie chce mi się w to wierzyć! I ciągle się zmieniamy, kłócimy, godzimy, przyjaźnimy, śmiejemy z siebie nawzajem, przytulamy, kochamy…

Pamiętaj, że nieważne ile z kimś jesteś, ale jak dbasz o swój związek. Ale, żeby nie było tak słodko, dam Ci dziś też przekorną radę: pokłóć się czasem z nią lub z nim! To jest również oznaka miłości! Jeśli uważasz inaczej to pomyśl o tym w ten sposób: jeśli się kłócicie to znaczy, że Wam na sobie zależy 🙂

Kochaj i ciesz się wspólnym czasem! To jest najważniejsze. Nie staż, nie wiek (bo nam nie wypada przytulać się na ulicy itd.), tylko miłość. Wasza.

Bądźcie dla siebie, sobą i razem, a a Wasze wspólne życie będzie piękne 🙂 Okazujcie sobie miłość nie tylko słowami, ale również drobnymi gestami (zostawiona na drugim śniadaniu karteczka z serduszkiem to świetny patent, rozczuli każdego). Codziennie kochajcie się na nowo 🙂

Dziś krótko, bo lecę świętować.  El Sol się chłodzi. Za miłość!

Nasze wielkie, polskie wakacje – czyli jak spędzić kreatywnie czas z dzieckiem

Od czego by tu zacząć… Może od początku. Mela ma dokładnie 3,5 roku i obecnie chodzi do przedszkola. Ze względu na przerwę wakacyjną cały sierpień spędzamy razem. W tym roku wypadło aż 5 tygodni, więc postanowiliśmy z mężem podzielić się opieką i wzięliśmy po 3 tygodnie urlopu  (tym o to sposobem mieliśmy jeden tydzień w trójkę).

Sytuacja zarysowana, więc idźmy dalej. Nigdy nie planowaliśmy wakacji z wyprzedzeniem i tak też było w tym roku. Lubimy spontaniczne wypady i ograniczamy się do terenu Polski. Przynajmniej na razie 🙂

Muszę się przyznać, że zawsze na to narzekałam, ale jakoś w tym roku wycieczki wyszły nam znakomicie. Naprawdę poczułam wakacje! Już dawno tak nie miałam (a przede mną jeszcze jeden wspaniały tydzień z córeczką!). Piękny jest ten wspólny czas, ale po kolei…

Cudowny klimat Krakowa

Taaak! W końcu tam byłam, nie przejazdem, nie na zakupach, ale po to by pozwiedzać! Było warto. W tym roku byliśmy tam dwa razy i oba wykorzystaliśmy co do jednej minuty. Mogłoby się wydawać, że nie ma sensu jechać dwa razy w to samo miejsce, ale wydaje mi się, że zawsze jest coś nowego do zobaczenia.

No to jedziemy!

Podczas pierwszego wyjazdu nie mogło się obyć bez smoka wawelskiego. Razem z mężem znaliśmy go tylko ze zdjęć i opowieści znajomych. W sumie fajnie, że widzieliśmy go pierwszy raz w życiu razem z córeczką – będziemy to miło wspominać.

Przy okazji odwiedzin smoka udaliśmy się w mały rejs po Wiśle. Mela strasznie się cieszyła, że popłynie łódką, bo to była kolejna przygoda do zrealizowania w jej małym życiu. Przez cały rejs patrzyła na wodę.

Z Wawelem nie rozstaliśmy się tak szybko, bo postanowiliśmy coś zjeść i z polecenia koleżanki odwiedziliśmy Restaurację Vidok, która ma adekwatną nazwę do tego co można tam zobaczyć 🙂 Jeśli mam być szczera jedzenie było na poziomie średnim, bez fajerwerków, no ale tam marża jest zrozumiała. Płacimy za widok 🙂 Zobaczcie.

W każdym mieście trzeba zaliczyć Rynek, więc tak też zrobiliśmy. Pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy Kościół Mariacki i Sukiennice, zjedliśmy lody i w zasadzie tyle – bo dla dziecka to żadna atrakcja, a poza tym Melę już zaczęły boleć nogi, no bo przecież są małe i daleko nie powędrują 🙂 No i jeszcze ten upał – spacer w 30 stopniach to wyczyn nawet dla dorosłych, więc nie dziwię się, że nie chciała już chodzić.

Kolejnego dnia wybraliśmy się na Krakowski Kazimierz. Tam jest klimat, który najbardziej chyba interesował mnie jako humanistę. Przez wiele wieków Kazimierz był miejscem współistnienia i przenikania się kultury żydowskiej i chrześcijańskiej. Kiedyś bardzo dużo o tym czytałam, więc te kamieniczki były miłe moim oczom. Dla Meli to po prostu budynki, ale i tak dzielnie maszerowała. Z małymi przerwami 🙂

Wróćmy jednak do przygód i atrakcji przygotowanych dla Meli. Drugi wyjazd to było w końcu to co dało jej prawdziwą frajdę, bo… Pierwszy raz w życiu była w ZOO, a to krakowskie jest naprawdę duże. Tym razem pogoda nas oszczędziła, dlatego wycieczka tramwajami i autobusami, aby dotrzeć do celu, nie była taka zła. Przy okazji oglądaliśmy różne budynki, dlatego Mela koniecznie musiała siedzieć przy oknie. W sumie ją rozumiem – chyba każdy z nas to lubi 🙂
Osobiście spodobało mi się Centrum Kongresowe, dlatego uwieczniliśmy Melę na jego tle.

Wróćmy do głównego celu – ZOO

To było naprawdę duże przeżycie dla 3,5 latki, która dotychczas zwierzęta widziała w bajkach i tv. Tym razem mogła je zobaczyć z bliska. My oczywiście też się świetnie bawiliśmy. Spędziliśmy tam wszyscy kilka godzin, ale było warto. Wspomnienia do tej pory żywe, bo widząc zwierzaki w książkach Mela wspomina, że widziała je w ZOO. Najbardziej spodobały jej się żyrafy, a z kolei pingwiny wszystkich nas rozczarowały, bo nie chciały chodzić – stały jak posągi. Nie wyglądały jak te bajkowe z Madagaskaru 🙂

Co dalej? Kopiec Kościuszki

Szczerze przyznam się, że widok imponujący, bo widać stamtąd całą panoramę Krakowa, ale wychodząc i schodząc miałam strach w oczach. Bardzo bałam się o Melanię, bo nie ma tam żadnych zabezpieczeń. Tak mocno ściskałam jej rękę, aż krzyczała, żebym ją puściła. Nie zrobiłam tego i jakoś udało się zejść. Jeśli Wasze dzieci są urwisami to nie polecam – poczekajcie, aż zrozumieją, że to niebezpieczne. Po zejściu znów na twarzy Meli zagościła radość i chęć do biegania 🙂

Jak wypełniliśmy Meli czas w pozostałe dni wakacji?

Było tyle rzeczy do zrobienia, że nie było mowy o nudzie w domu! Jeździliśmy nad wodę – na Podkarpaciu polecam Jezioro Tarnobrzeskie. Woda czysta jak łza i płytka, w sam raz dla maluchów. Oprócz tego odwiedziliśmy baseny w Boguchwale, które są zadbane i świetnie przystosowane dla dzieci. Całe 10 minut od naszego domu, a radość nie do opisania 🙂 Poniżej nasza pływaczka w Tarnobrzegu.

Niedaleko Tarnobrzega znajduje się Sandomierz, więc postanowiliśmy odwiedzić miasto serialowego „Ojca Mateusza”. Obejrzeliśmy Rynek i zeszliśmy do podziemi. Mela w ogóle się nie bała ciemności – odważna, po mamusi 🙂 Wycieczka w sam raz na całe popołudnie.

To nie koniec naszych wakacyjnych atrakcji

Wyjazd do babci i dziadka również był niesamowity! Wspólne spacery, żarty, przytulanki. Uważam, że i dziadkom i wnukom należą się jednakowo, a wakacje to czas żeby nadrobić wspólny czas. Spędziłam z Melą cały tydzień u moich rodziców i był to kawał radości dla niej i dla mnie. Odwiedziliśmy wspólnie nie tylko moich dziadków (nazywanych przez Melę „babcią i dziadkiem pra” zamiast pradziadkami), ale też Nowiny Horynieckie, ze źródełkiem w środku lasu. Mela rzadko bywa w takich miejscach, więc rzucanie szyszkami i uciekanie dziadkom bardzo jej się podobało 🙂

Przedstawiłam Ci nasz pomysł na wakacje z dzieckiem. Może mieszkasz niedaleko ode mnie, masz dzieci w podobnym wieku i wykorzystasz te pomysły za rok? Miejsca polecam w 100%. Oprócz małych i dużych wycieczek podczas wakacji z dzieckiem, najważniejszy jest wspólny czas. Spacery, gra w piłkę na trawie, wspólne rysowanie kredą po ulicy, bieganie po kałużach, śmieszne rozmowy, z których powstają anegdotki na lata.

Jeśli nie masz pomysłu i budżetu na wakacje to pamiętaj Rodzicu, że dla dziecka Ty i Twój poświęcony mu czas, jest najważniejszy. To najcenniejsze co możesz mu dać.

A jak ty organizujesz czas swoim dzieciom podczas wakacji? Daj się innym zainspirować 🙂

 

Córeczko – przepraszam, że nie zawsze jest tak, jak byś chciała…

Przepraszam Cie córeczko… Tymi słowami chcę rozpocząć ten tekst. Myślę, że kiedyś, gdy Mela będzie starsza, będę z nią o tym rozmawiać. O czasie. Tym wspólnym. Co by było gdybym  nie podjęła pracy zaraz po tym, jak moja córeczka skończyła roczek? Nie wiem, ale pewnie nie byłabym tu gdzie jestem. Czy żałuję? Nie. Chciałam tego, chciałam pracować, realizować się i jednocześnie być mamą na medal. Czy mi się to wszystko udało?

Nie wiem. Melania oceni to za kilka lat. Może do tego czasu będzie oceniać to jeszcze jeden maluszek (zobaczymy jak się to wszystko ułoży). Czy będę z drugim dzieckiem postępować inaczej? Czy zostanę z nim w domu do skończenia przez niego 3 lat? Nie. Nie zrobię tego. Nie dlatego, że byłoby to  niesprawiedliwe wobec Meli, ale dla siebie. Tak! Myślę o sobie! Czy to grzech? Mam jedno życie i chcę czerpać z niego 200%. Kocham moją rodzinę i wiem, że bez niej moje życie byłoby szare. Mam dwa skarby (córkę i męża) i nie wyobrażam sobie innego funkcjonowania, jak tylko przy nich.

Moja córeczka jest wspaniała. Czy się tego spodziewałam? Nie wiem. Nie wiedziałam, aż do porodu jaka jest płeć dziecka, więc nie wyobrażałam sobie jak moje dziecko będzie wyglądać. Czekałam. Gdy ją zobaczyłam moje serce zabiło mocniej. „Jest śliczna” – to moje pierwsze słowa wypowiedziane po tym gdy ją ujrzałam. Cudne, wielkie oczy spojrzały na mnie i podświadomie stałyśmy się jednością jeszcze bardziej, niż gdy była w brzuchu.

Czy gdy boli ją, to mnie też? Tak. Dokładnie tak jest, ale muszę być twarda. Dla niej i dla siebie. Czy mam wyrzuty sumienia, że nie byłam przy niej gdy dostała wysokiej gorączki w przedszkolu i tak bardzo płakała lub gdy rozdarła sobie udo siatką ogrodzeniową podczas zajęć przedszkolnych? Mam i zawsze po takich przypadkach siedzę z nią do późnego wieczora, tulę i przepraszam. Czy da się zapobiec wszystkim ‚wypadkom’, jakie przytrafiają się dziecku? Nie, więc to nie jest tak, że trzeba nagle czuć się ‚złą matką’. To się zdarza i tyle. Kropka.

Czy chciałabym całymi dniami patrzeć jak rośnie i uczy się nowych rzeczy? No jasne! Ale. Coś za coś. Ja mam pracę i samorealizację, a ona koleżanki i panie w przedszkolu oraz coś jeszcze. Wolność.

Jaką wolność powiecie? Odpowiem. Myślę, że fakt, że oddaję dziecko na kilka godzin do neutralnego świata (bez rodziców) to rodzaj wolności. Mela jest bardzo otwartym i szalonym dzieckiem. W przedszkolu opowiada o nas paniom i koleżankom. Mówi to co chce i nie słyszy ciągle ode mnie „nie mów tak, tak nie wolno”. Tam wolno! Staram się nie dawać jej zakazów, ale czasem opadając z sił krzyczę „nie wolno”. Nie powinnam. Za to córeczko również Cię przepraszam.

Jest coś jeszcze – Mela dzięki kontaktom z rówieśnikami jest twarda. Nie płacze gdy ktoś ją popchnie, tylko wstaje i idzie dalej! Ostatnio gdy zobaczyłam taką sytuację w przedszkolu byłam z niej dumna, bardzo.

Co negatywnego dostrzegam w tym , że pracuję? To, że moja praca za mną chodzi. W domu często siedzę przy komputerze. Nie powinnam, ale czasem jak nie sprawdzę poczty lub swoich zadań na kolejny dzień jestem ‚chora’. Moja córeczka powinna mieć ten czas. Muszę jej go oddać i uczę się tego. Chcę! Chcę być dla niej na 100% tego czasu, gdy jesteśmy razem. Meluś! Poprawię się! Będziecie mi kibicować?

PS: Mela dziękuję Ci za ostatni długi weekend. Miło mieć Cię cały czas obok i nie myśleć o pracy ;*