Tag Archives: praca

Przestań marzyć, zacznij działać! Hello 2018!

Już jest! Nowy Rok powitał nas o północy 🙂 Co teraz? Jedni śpią po szalonej imprezie, inni podają dzieciom śniadanie, a część skrupulatnie notuje swoje postanowienia. No tak, w nocy usłyszeliśmy mnóstwo dobrych życzeń. Co z nimi zrobisz?

Mam taką propozycję – wybierz z nich tylko kilka i zrób wszystko żeby się spełniły!

Dlaczego tak?

Bo musisz sam zapracować żeby się te życzenia zrealizowały. Nie ma tak łatwo! Wiadomo, że powszechnie się mówi, że ten czy tamten miał szczęście i dlatego ma kochającą rodzinę, dom, idealną pracę… Czy do końca tak jest? Uważam, że szczęściu trzeba pomóc. Słyszałam kiedyś (w kontekście pracy), że „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Życiowe – myślałam wtedy. A co myślę dziś mając moją wymarzoną pracę? Że to nie tylko szczęście, ale też świadomość, że gdy dostajesz szansę, to musisz zrobić wszystko żeby jej nie zmarnować. Będę o tym pamiętać przez najbliższy rok – zamierzam się rozwinąć jeszcze bardziej, podjąć wiele odważnych decyzji, nie stawać w miejscu, ciągle biec do wyznaczonych celów. Ot takie zawodowe marzenia 🙂 Aaa.. Pooglądam te wszystkie kursy online, co je w nieskończoność odkładam 🙂 I zrobię Wam z najciekawszych #bestlist


W 2018 roku dbaj o siebie i swoich bliskich…

…bo Twój świat bez nich były nijaki. To oni sprawiają, że Ci się chce 🙂 W tym roku poświęć im więcej czasu. Ja zamierzam tak zrobić, a nie, nie zamierzam. Zrobię to! To bardzo ważny, a nawet najważniejszy aspekt naszego życia. Rodzina to skarb – mówią, a ja się pod tym podpisuję. Kocham ich i nie wyobrażam sobie bez nich życia.

Podróżuj daleko i blisko

W 2017 roku udało nam się (jako rodzinie) zrealizować wspólne marzenie – pierwszy lot samolotem. To było dla nas duże przeżycie, które zamierzamy w kolejnych latach przeżywać wciąż i wciąż 🙂 Na pewno będziemy latać do Anglii, bo tam są rodzice męża, a gdzie jeszcze? Czas pokaże! Zamierzamy też podróżować więcej po Polsce, bo ciągle nie odkryliśmy wielu miejsc, a małe podróże są równie ciekawe (Kraków pozdrawiamy! 🙂 ).

Ciesz się z małych rzeczy

Wiele rzeczy dało mi radość w zeszłym roku i przesłanie wciąż aktualne – trzeba cieszyć się z małych rzeczy! Przez to czuję, że jestem szczęśliwa! Cieszy mnie pierwsze wyjście do kina z Melą (piszczała z radości), uśmiech męża, po tym jak udało mi się ładnie zaparkować (czyt. kupił mi nowe auto z czujnikami parkowania) czy nowa ramka z IKEA za całe 3 zety 🙂 No ja już tak mam i polecam Ci ten stan! 🙂

 

Zadbaj na nowo o relacje

O wszystkie – z rodzicami, mężem, dziećmi, przyjaciółmi, kolegami z pracy. To ważne! Ostatnio zaczęłam to analizować i jak wyszło mi, że z niektórymi przyjaciółmi nie spotkałam się w 2017 roku, to zrobiło mi się ogromnie… Smutno. Ale tak bardzo, bardzo. Muszę to naprawić i wiem, że jak się mocno postaram to będę się z nimi spotykać. Ty też zrób sobie taką analizę – warto, nawet kosztem łzy, która spłynie Ci po policzku…

Obiecuj sobie tylko konkrety!

O to jest dopiero rada! Obiecuj sobie konkrety. Jak? – zapytasz. Podpowiem na swoim przykładzie – nie „schudnę w tym roku”, a „schudnę 10 kg w tym roku”, nie „będę bawić się więcej z dzieckiem”, a „codziennie będę się bawić z dzieckiem i czytać mu co najmniej jedną książkę”, nie „spotkam się kilka razy z przyjaciółką”, a „spotkam się co najmniej raz na miesiąc z przyjaciółką”. I co najważniejsze! Spisz sobie to! Serio! Wiem, że mało osób pisze tradycyjnie w kalendarzach (ja w tym przypadku jakaś staroświecka jestem 🙂 ), ale możesz to zrobić w innym miejscu. Nawet w wersji elektronicznej na Twoim komputerze. Zrób to jak chcesz, ale zrób, bo to #veryimportant.

Żyj z całych sił i spełniaj marzenia!

Tak, takie przesłanie mam dla Ciebie na ten Nowy Rok. Miej marzenia i je spełniaj. Ja mam na ten rok dwa duże marzenia, które zaraz wpiszę do mojego magicznego kalendarza od Zaplanuj swój sukces. Życzę Ci spełnienia – się i Twoich marzeń 🙂

Dobrego Roku!


Czy spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst?

Jeśli tak, to bardzo mi miło. Chcesz co jakiś czas poczytać o moich pasjach związanych z życiem mamy marketerki? Masz kilka możliwości:
udostępnij ten wpis jeśli Ci się podoba i chcesz pokazać go innym,
– zostaw komentarz – chcę wiedzieć czy myślisz podobnie do mnie, a może masz zupełnie inne zdanie,
polub mój profil na Facebooku – sporo tam kulisów moich pasji,
zaobserwuj Instagrama – jeśli lubisz oglądać moje zdjęcia 🙂
Do następnego!

Praca marketerki vs. reszta świata

Praca, dom, praca, dom… Tak brzmi ostatnimi czasy odpowiedź na pytanie „co u Ciebie?”

Czy rzeczywiście nasze życie kręci się w kółko? Pewnie właśnie mi przytakujesz. Mów co chcesz, ale to Ty o tym decydujesz. Tak! Ty! I nie ma co się tłumaczyć. Każdy z nas sam układa swoje życie i codzienność. Czy jest w tym coś złego?

Myślę, że tak właśnie powinno być. Opowiem Ci jak to było ze mną jakiś czas temu. Cofając się kilka lat: pracowałam jako recepcjonistka, zaszłam w ciążę, urodziłam Melę, przez rok byłam na urlopie macierzyńskim. Co potem? Zaczęłam szukać pracy, bo po pierwsze nie chciałam wracać do poprzedniej, a po drugie chciałam czegoś więcej od życia, oczekiwałam pracy, w której będę się realizować. Z wykształcenia jestem polonistą, ale jakoś zrażona nepotyzem, jako głównym kryterium przyjmowania nowych nauczycieli, postanowiłam szukać pracy jako marketerka (w końcu umiałam nieźle pisać i w poprzedniej pracy ogarniałam marketing dla swojej marki). Złożyłam w swojej okolicy wiele CV do działów marketingu, odbyłam wiele rozmów o pracę, ale jakoś nikt nie oddzwaniał, aż w końcu… Złożyłam aplikację do mojej obecnej pracy, przyjęli mnie i zaczęła się dla mnie wspaniała przygoda.

Czy było łatwo zostawić roczne dziecko i pójść do nowej pracy w nieznane? No niełatwo. Nie będę się o tym rozpisywać, bo już kiedyś Ci o tym opowiadałam. Udało się. Przeżyłyśmy to wspólnie i nie cofnęłabym czasu, żeby to zmienić (no chyba, że byłaby opcja na zmianę lekarki, która faszerowała Melę różnej maści syropami na kaszel, podczas gdy mała miała astmę oskrzelową). Cóż. Dałam radę.

No to jestem. Pracuję jako marketerka (wcześniej jako specjalista, a teraz jako kierownik działu). Czy lubię swoją pracę? Uwielbiam! Myślę, że dużą rolę odgrywa branża w jakiej jestem. Pracuję w dużej firmie produkcyjnej, która wytwarza fotoalbumy i inne fotoprodukty dla profesjonalnych fotografów. Nie dość, że zajmuję się sprzedażą pięknych rzeczy, to mam styczność z najnowszą technologią.

Praca w marketingu nigdy się nie kończy. W mojej firmie uwielbiam to, że ciągle się coś dzieje. Począwszy od wprowadzania nowych produktów, po wykorzystywanie nowoczesnych narzędzi marketingowych. Zawsze chciałam mieć dynamiczną pracę, w której będę mogła spełniać się pisząc i realizując kreatywne kampanie. No i mam.

Czy od pracy można się uzależnić? Można. Przez długi czas zajmowałam się głównie PR i w w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że żyję pracą. Ciągle zapatrzona w komputer i telefon. Nie będę tego szczegółowo opisywać, ale public relations zabiera kawał naszego życia. No i zawdzięcza mnóstwo stresu, ale to jak każda profesja związana z obsługą klienta.

Nie wiem czy już Ci o tym mówiłam, ale jednym z powodów założenia bloga była moja praca, a raczej jej nadmiar. Mam teraz trochę inny zakres obowiązków i koordynuję projekty całego działu. Notoryczne sprawdzanie poczty i programu do realizacji projektów (w domu!), przerodziło się w paranoję, więc powiedziałam sobie „stop”. I co? No właśnie to, co teraz czytasz. I wiesz co jeszcze? Dobrze mi z tym.

Odzyskałam wieczory i czas dla rodziny. Wiesz co to oznacza? Że muszę już kończyć i uciekam pobawić się z córeczką i przytulić męża!

Ciao! Spędź teraz czas z rodziną i nie zaglądaj , jeśli nie musisz, do pracy. Moja zaczeka do jutra 🙂

PS: obiecuję, że o marketingu jeszcze napiszę 🙂

 

Jestem mamą w korporacji – spełnioną

Da się? Jesteś nią? Chciałabyś być? Jak zwykle zadaję dużo pytań, wiem, ale chcę Cię poznać. Chcę wiedzieć czy jesteś kimś innym niż ja, czy może mamy podobne pierwiastki w życiu.

Jak to jest?

Hmmm… Dla mnie bomba! Uwielbiam swoją pracę, a kocham moją córkę. Da się to połączyć i zadowolić obie strony (mnie i Melę oczywiście). Przez pierwszy rok bycia mamą (roczny macierzyński) cieszysz się dzieckiem. Opiekujesz się, dbasz, uczysz się zachowań pociechy, śmiejesz się, płaczesz. Wszystko naraz! Tyle emocji. I jest coś jeszcze. Ty!

Co to znaczy, że oprócz bycia mamą, jesteś jeszcze „Ty”?

Część z Was zapewne wie co mam na myśli – chcesz być sobą i mamą, a nie tylko tą drugą. Oczywiście mając dziecko nie wyobrażamy sobie życia bez niego, to oczywiste. Ale cząstką siebie tęsknimy do życia kobiety. Podkreślę, że nie chodzi mi o drogie kosmetyki, chodzenie do fryzjera, ciągłe dbanie o siebie itd. Chodzi mi o coś zupełnie innego – samorealizację. Tak, to chyba będzie dobre słowo. Czy można spełniać się będąc mamą i nie pracując? No jasne, że tak! Wiem, że są kobiety, dla których esencją życia jest macierzyństwo. Czasem jednak to nie wszystko. Czasem chce się czegoś więcej. Ja chciałam i nadal chcę. Mam to. To moja praca.

Jestem mamą pracującą i niczego się nie boję. No dobra, boję się każdej choroby Meli, ale tego boi się każdy rodzic. Wtedy wszystko mogę rzucić, żeby tylko była zdrowa.

„Takie małe dziecko do żłobka, jak możesz, będzie ciągle chora!” – słyszałam to kilka razy. Bolało za każdym jednym. Czy cofając czas nie posłałabym tam Meli? O nie drogie mamy! Zrobiłabym to jeszcze raz!

Choroby, płacze, smutek, tęsknota – tak to trzeba przeżyć, ale kiedyś i tak będzie trzeba (3, 4, 5-latki czeka to samo gdy pójdą do przedszkola). Dałyśmy radę, obie (plus nieoceniona pomoc tatusia, który dzielił ze mną L4-ki i opiekuńcze).

Czy mi łatwo?

Po tym wszystkim? Myślę, że łatwiej niż na początku. Teraz mam wszystko poukładane. Nasze mieszkanko coraz piękniejsze (zaczynaliśmy od parapetówki przy starym biurku pod komputer mojego męża, więc uważam, że obecnie jest progres z umeblowaniem). Córeczka zdrowsza, piękna, szczęśliwa i co najważniejsze – uwielbia przedszkole! Praca? To moje spełnione marzenie! Zawsze lubiłam pisać, byłam wielbicielką dobrego stylu i social mediów, i tak właśnie wylądowałam w dziale marketingu, dużej firmy produkującej piękne rzeczy związane z fotografią.

Jak mijają dni mamy w korporacji?

Kreatywnie! Opowiem o tym jeszcze innym razem, a dziś napiszę tyle: jestem spełnioną (w dwóch tego słowa znaczeniach) mamą.

„Gdy praca, którą wykonujesz nie daje Ci radości, a daje Ci tylko pieniądze, to jesteś strasznie ubogi”

Cześć,

jak życie? Jak praca? Modlisz się już o piątek? Nie tak prędko, dziś dopiero wtorek! Zaczynamy cytatem od Phila Bosmansa – w tytule.

Wiem, że zadaję dużo pytań w moich wpisach, ale wiedz, że to nie są pytania retoryczne. Chcę żebyś na nie odpowiedział/a. Żebyś pomyślała trochę o sobie, o swojej pracy, o radości na co dzień. I jak? Znasz już odpowiedź? Pozostawię ją Tobie.

Co ja myślę o radości z pracy? Mam ją!

Kim jestem? Pracownikiem marketingu/marketerką/kierownikiem tegoż działu. Teraz pewnie myślisz o kasie – tak to też ważny aspekt naszego życia. Bez nich ciężko byłoby żyć. Mając rodzinę to już w ogóle trzeba mieć zaplecze finansowe, bo bierze się odpowiedzialność za innych.

Czy jestem tak przepełniona radością z pracy, że jest dla mnie ważniejsza niż pieniądze? Nie będę tu ściemniać, stawiam znak równości. Oba aspekty są dla mnie wyjątkowo ważne. Jednego jednak jestem pewna – satysfakcja i radość z pracy są mega ważne, więc nie wyobrażam sobie, że nagle mam wylądować w miejscu, gdzie tego nie zaznam (tu ukłon do zarządu mojej firmy – nie zabierajcie mi tej radości 😉 ).

Czy czasem mam dość i chcę wszystko rzucić? No jasne! Każdy tak ma.

Nie można się codziennie uśmiechać, nawet gdy koledzy z pracy ścielą Ci kosy pod nogi. Czy da się na to jakość uodpornić? Hmmm… Ja naprawdę mam mocny charakter, ale gdy jesteś na spotkaniu z grupą facetów, którzy sprawiają wrażenie najmądrzejszych na świecie i negują każde Twoje słowo, to masz ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami i powiedzieć „Nigdy tu nie wrócę!”.

Nie tak prędko drodzy panowie! Nie dam się. Z reguły jest tak, że po spotkaniu trochę daję się ponieść emocjom (moje biedne koleżanki wtedy są mi oparciem), ale gdy się uspokoję, to mam już w głowie plan na kolejne spotkanie i zniweczenie planów tej naszej płci przeciwnej.

Czy ja się obrażam? Jak słyszę to od tych panów, to działa to na mnie niczym płachta na byka. No Matko! Jak mogłabym pracować w korporacji strzelając fochy co drugi dzień. Przecież nic bym nie załatwiła!

Nie chcę przeprosin! To mnie dopiero wyprowadza z równowagi. Najpierw przyjdzie, nagada Ci, wyżyje się na Tobie, a potem przyłazi z miną kota ze „Shreka” i śle przeprosiny. Nie chcę tego! Nie lubię! Błagam, nie róbcie tak. Co mówię takiemu człowiekowi? Daję dobrą radę: nie krzycz, nie prowokuj, nie dyskutuj gdy nie masz racji, nie upieraj się bez sensu, to nie będziesz nikogo musiał przepraszać.

Czekaj, ale o czym miałam mówić, o radości z pracy?

Taaak! Mam ją, a dlaczego?

Bo kocham swoją pracę, bo odnalazłam swoje przeznaczenie i nie wyobrażam sobie już innej pracy. Będę marketerem. To umiem, czuję, dzięki temu zarabiam i mam radość, tak mam!

A Ty?

Narzekasz? Nie lubisz? Kochasz? Jak to jest z Twoim miejscem pracy? Daj znać, chętnie dowiem się jak Ty to czujesz.

Miłego!

Zapraszam Cię do siebie!

 

Witam Ciebie, Ciebie i Ciebie. Wszystkich, którzy tu zajrzą. To początek naszej wspólnej przygody. Dlaczego dziś? W sumie nie wiem, bo planuję to już od wielu lat. Czy to będzie dobry dzień aby rozpocząć? To się jeszcze okaże! Biorę to na siebie! Zapytasz co? Ten bagaż nowych doświadczeń. Moich, Twoich, naszych. To dziś zaczniemy swoją wspólną przygodę – oby nam się się dobrze razem żyło.

Kawa. Nasza, pierwsza, wspólna

Uwielbiam ją, dlatego to pierwsze zdjęcie, które widzisz. Mogę wypić nawet trzy dziennie. Poranną, w pracy i na wieczornym meetingu. Kocham ją w każdej postaci, a najbardziej z mlekiem. Czy jestem w stanie przeżyć bez niej dzień? Oj ciężko mi to przychodzi – muszę być konkretnie schorowana, aby z niej zrezygnować.

Od czego zacząć?

Wejdź do mnie. Usiądź i słuchaj. Jestem gadułą. Niestety bądź ‚stety’, to zależy od sytuacji. Gdy byłam dzieckiem, moi bliscy tego nie znosili, ale im więcej mam lat, tym bardziej twierdzę, że przydało mi się to nie raz. Wiele drzwi otworzyłam moim gadulstwem. Zawsze staram się zahamować w kryzysowej sytuacji bądź kontaktach służbowych, ale nie zawsze uda mi się nad sobą zapanować. Generalnie dużo gadam. Tyle.

Co o sobie powiem?

W przyszłości powiem więcej. Dziś kilka słów wstępu (Matko! Jak to poważnie brzmi). Jestem kobietą. Jestem mamą. Jestem żoną. Jestem pracownicą na etacie (lub karierowiczką – jak kto woli). Wszystko razem to ja.

Chcesz mnie poznać?

Zaglądaj tu. Będę Ci opowiadać. Dużo. Obiecuję. Startujemy!