Tag Archives: kochamswojąpracę

Jestem mamą w korporacji – spełnioną

Da się? Jesteś nią? Chciałabyś być? Jak zwykle zadaję dużo pytań, wiem, ale chcę Cię poznać. Chcę wiedzieć czy jesteś kimś innym niż ja, czy może mamy podobne pierwiastki w życiu.

Jak to jest?

Hmmm… Dla mnie bomba! Uwielbiam swoją pracę, a kocham moją córkę. Da się to połączyć i zadowolić obie strony (mnie i Melę oczywiście). Przez pierwszy rok bycia mamą (roczny macierzyński) cieszysz się dzieckiem. Opiekujesz się, dbasz, uczysz się zachowań pociechy, śmiejesz się, płaczesz. Wszystko naraz! Tyle emocji. I jest coś jeszcze. Ty!

Co to znaczy, że oprócz bycia mamą, jesteś jeszcze „Ty”?

Część z Was zapewne wie co mam na myśli – chcesz być sobą i mamą, a nie tylko tą drugą. Oczywiście mając dziecko nie wyobrażamy sobie życia bez niego, to oczywiste. Ale cząstką siebie tęsknimy do życia kobiety. Podkreślę, że nie chodzi mi o drogie kosmetyki, chodzenie do fryzjera, ciągłe dbanie o siebie itd. Chodzi mi o coś zupełnie innego – samorealizację. Tak, to chyba będzie dobre słowo. Czy można spełniać się będąc mamą i nie pracując? No jasne, że tak! Wiem, że są kobiety, dla których esencją życia jest macierzyństwo. Czasem jednak to nie wszystko. Czasem chce się czegoś więcej. Ja chciałam i nadal chcę. Mam to. To moja praca.

Jestem mamą pracującą i niczego się nie boję. No dobra, boję się każdej choroby Meli, ale tego boi się każdy rodzic. Wtedy wszystko mogę rzucić, żeby tylko była zdrowa.

„Takie małe dziecko do żłobka, jak możesz, będzie ciągle chora!” – słyszałam to kilka razy. Bolało za każdym jednym. Czy cofając czas nie posłałabym tam Meli? O nie drogie mamy! Zrobiłabym to jeszcze raz!

Choroby, płacze, smutek, tęsknota – tak to trzeba przeżyć, ale kiedyś i tak będzie trzeba (3, 4, 5-latki czeka to samo gdy pójdą do przedszkola). Dałyśmy radę, obie (plus nieoceniona pomoc tatusia, który dzielił ze mną L4-ki i opiekuńcze).

Czy mi łatwo?

Po tym wszystkim? Myślę, że łatwiej niż na początku. Teraz mam wszystko poukładane. Nasze mieszkanko coraz piękniejsze (zaczynaliśmy od parapetówki przy starym biurku pod komputer mojego męża, więc uważam, że obecnie jest progres z umeblowaniem). Córeczka zdrowsza, piękna, szczęśliwa i co najważniejsze – uwielbia przedszkole! Praca? To moje spełnione marzenie! Zawsze lubiłam pisać, byłam wielbicielką dobrego stylu i social mediów, i tak właśnie wylądowałam w dziale marketingu, dużej firmy produkującej piękne rzeczy związane z fotografią.

Jak mijają dni mamy w korporacji?

Kreatywnie! Opowiem o tym jeszcze innym razem, a dziś napiszę tyle: jestem spełnioną (w dwóch tego słowa znaczeniach) mamą.

„Gdy praca, którą wykonujesz nie daje Ci radości, a daje Ci tylko pieniądze, to jesteś strasznie ubogi”

Cześć,

jak życie? Jak praca? Modlisz się już o piątek? Nie tak prędko, dziś dopiero wtorek! Zaczynamy cytatem od Phila Bosmansa – w tytule.

Wiem, że zadaję dużo pytań w moich wpisach, ale wiedz, że to nie są pytania retoryczne. Chcę żebyś na nie odpowiedział/a. Żebyś pomyślała trochę o sobie, o swojej pracy, o radości na co dzień. I jak? Znasz już odpowiedź? Pozostawię ją Tobie.

Co ja myślę o radości z pracy? Mam ją!

Kim jestem? Pracownikiem marketingu/marketerką/kierownikiem tegoż działu. Teraz pewnie myślisz o kasie – tak to też ważny aspekt naszego życia. Bez nich ciężko byłoby żyć. Mając rodzinę to już w ogóle trzeba mieć zaplecze finansowe, bo bierze się odpowiedzialność za innych.

Czy jestem tak przepełniona radością z pracy, że jest dla mnie ważniejsza niż pieniądze? Nie będę tu ściemniać, stawiam znak równości. Oba aspekty są dla mnie wyjątkowo ważne. Jednego jednak jestem pewna – satysfakcja i radość z pracy są mega ważne, więc nie wyobrażam sobie, że nagle mam wylądować w miejscu, gdzie tego nie zaznam (tu ukłon do zarządu mojej firmy – nie zabierajcie mi tej radości 😉 ).

Czy czasem mam dość i chcę wszystko rzucić? No jasne! Każdy tak ma.

Nie można się codziennie uśmiechać, nawet gdy koledzy z pracy ścielą Ci kosy pod nogi. Czy da się na to jakość uodpornić? Hmmm… Ja naprawdę mam mocny charakter, ale gdy jesteś na spotkaniu z grupą facetów, którzy sprawiają wrażenie najmądrzejszych na świecie i negują każde Twoje słowo, to masz ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami i powiedzieć „Nigdy tu nie wrócę!”.

Nie tak prędko drodzy panowie! Nie dam się. Z reguły jest tak, że po spotkaniu trochę daję się ponieść emocjom (moje biedne koleżanki wtedy są mi oparciem), ale gdy się uspokoję, to mam już w głowie plan na kolejne spotkanie i zniweczenie planów tej naszej płci przeciwnej.

Czy ja się obrażam? Jak słyszę to od tych panów, to działa to na mnie niczym płachta na byka. No Matko! Jak mogłabym pracować w korporacji strzelając fochy co drugi dzień. Przecież nic bym nie załatwiła!

Nie chcę przeprosin! To mnie dopiero wyprowadza z równowagi. Najpierw przyjdzie, nagada Ci, wyżyje się na Tobie, a potem przyłazi z miną kota ze „Shreka” i śle przeprosiny. Nie chcę tego! Nie lubię! Błagam, nie róbcie tak. Co mówię takiemu człowiekowi? Daję dobrą radę: nie krzycz, nie prowokuj, nie dyskutuj gdy nie masz racji, nie upieraj się bez sensu, to nie będziesz nikogo musiał przepraszać.

Czekaj, ale o czym miałam mówić, o radości z pracy?

Taaak! Mam ją, a dlaczego?

Bo kocham swoją pracę, bo odnalazłam swoje przeznaczenie i nie wyobrażam sobie już innej pracy. Będę marketerem. To umiem, czuję, dzięki temu zarabiam i mam radość, tak mam!

A Ty?

Narzekasz? Nie lubisz? Kochasz? Jak to jest z Twoim miejscem pracy? Daj znać, chętnie dowiem się jak Ty to czujesz.

Miłego!