Córeczko – przepraszam, że nie zawsze jest tak, jak byś chciała…

Przepraszam Cie córeczko… Tymi słowami chcę rozpocząć ten tekst. Myślę, że kiedyś, gdy Mela będzie starsza, będę z nią o tym rozmawiać. O czasie. Tym wspólnym. Co by było gdybym  nie podjęła pracy zaraz po tym, jak moja córeczka skończyła roczek? Nie wiem, ale pewnie nie byłabym tu gdzie jestem. Czy żałuję? Nie. Chciałam tego, chciałam pracować, realizować się i jednocześnie być mamą na medal. Czy mi się to wszystko udało?

Nie wiem. Melania oceni to za kilka lat. Może do tego czasu będzie oceniać to jeszcze jeden maluszek (zobaczymy jak się to wszystko ułoży). Czy będę z drugim dzieckiem postępować inaczej? Czy zostanę z nim w domu do skończenia przez niego 3 lat? Nie. Nie zrobię tego. Nie dlatego, że byłoby to  niesprawiedliwe wobec Meli, ale dla siebie. Tak! Myślę o sobie! Czy to grzech? Mam jedno życie i chcę czerpać z niego 200%. Kocham moją rodzinę i wiem, że bez niej moje życie byłoby szare. Mam dwa skarby (córkę i męża) i nie wyobrażam sobie innego funkcjonowania, jak tylko przy nich.

Moja córeczka jest wspaniała. Czy się tego spodziewałam? Nie wiem. Nie wiedziałam, aż do porodu jaka jest płeć dziecka, więc nie wyobrażałam sobie jak moje dziecko będzie wyglądać. Czekałam. Gdy ją zobaczyłam moje serce zabiło mocniej. „Jest śliczna” – to moje pierwsze słowa wypowiedziane po tym gdy ją ujrzałam. Cudne, wielkie oczy spojrzały na mnie i podświadomie stałyśmy się jednością jeszcze bardziej, niż gdy była w brzuchu.

Czy gdy boli ją, to mnie też? Tak. Dokładnie tak jest, ale muszę być twarda. Dla niej i dla siebie. Czy mam wyrzuty sumienia, że nie byłam przy niej gdy dostała wysokiej gorączki w przedszkolu i tak bardzo płakała lub gdy rozdarła sobie udo siatką ogrodzeniową podczas zajęć przedszkolnych? Mam i zawsze po takich przypadkach siedzę z nią do późnego wieczora, tulę i przepraszam. Czy da się zapobiec wszystkim ‚wypadkom’, jakie przytrafiają się dziecku? Nie, więc to nie jest tak, że trzeba nagle czuć się ‚złą matką’. To się zdarza i tyle. Kropka.

Czy chciałabym całymi dniami patrzeć jak rośnie i uczy się nowych rzeczy? No jasne! Ale. Coś za coś. Ja mam pracę i samorealizację, a ona koleżanki i panie w przedszkolu oraz coś jeszcze. Wolność.

Jaką wolność powiecie? Odpowiem. Myślę, że fakt, że oddaję dziecko na kilka godzin do neutralnego świata (bez rodziców) to rodzaj wolności. Mela jest bardzo otwartym i szalonym dzieckiem. W przedszkolu opowiada o nas paniom i koleżankom. Mówi to co chce i nie słyszy ciągle ode mnie „nie mów tak, tak nie wolno”. Tam wolno! Staram się nie dawać jej zakazów, ale czasem opadając z sił krzyczę „nie wolno”. Nie powinnam. Za to córeczko również Cię przepraszam.

Jest coś jeszcze – Mela dzięki kontaktom z rówieśnikami jest twarda. Nie płacze gdy ktoś ją popchnie, tylko wstaje i idzie dalej! Ostatnio gdy zobaczyłam taką sytuację w przedszkolu byłam z niej dumna, bardzo.

Co negatywnego dostrzegam w tym , że pracuję? To, że moja praca za mną chodzi. W domu często siedzę przy komputerze. Nie powinnam, ale czasem jak nie sprawdzę poczty lub swoich zadań na kolejny dzień jestem ‚chora’. Moja córeczka powinna mieć ten czas. Muszę jej go oddać i uczę się tego. Chcę! Chcę być dla niej na 100% tego czasu, gdy jesteśmy razem. Meluś! Poprawię się! Będziecie mi kibicować?

PS: Mela dziękuję Ci za ostatni długi weekend. Miło mieć Cię cały czas obok i nie myśleć o pracy ;*

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *