Wspomnienia mają zapach i smak…

Wszyscy mamy ogromną ilość (niepoliczalną, więc dlatego nie liczbę) wspomnień, a większość z nich ma zapach i smak. Brzmi to trochę dziwnie, ale gdyby się nad tym zastanowić, to faktycznie tak jest. Zwykle moje wpisy są czymś inspirowane i nie inaczej jest tym razem. Jakiś czas temu moją ukochaną Babcię zabrały anioły do nieba i właśnie jej dedykuję ten tekst.

Możecie mi zazdrościć

Czego? No tej mojej Babci, która na każdym kroku chciała wnuczkom nieba przychylić. Wiem, że nie każdy ma szczęście mieć w swoim życiu taką osobę. Ja miałam, a teraz mam anioła w niebie. Niby jej już nie ma, ale ja czuję jej obecność. Nie chcę myśleć o dniu pogrzebu, lecz o tym co było wcześniej. O naszych wspólnych przygodach i przeżyciach.

Czerwone porzeczki niby są kwaśne

Nie przepadam za czerwonymi porzeczkami. Wydają mi się kwaśne i generalnie nie powiem, żebym jakoś namiętnie je jadła całymi kiściami. Ale ich smak, kolor i kształt przypominają mi, że podczas wakacji u Babci zawsze je zrywaliśmy z moim rodzeństwem. Na kompot i na wyścigi 🙂 Każdemu Babcia wręczała mały słoiczek i startowaliśmy. Gdy komuś z nas udało się wygrać, to dumny biegł do Babci, wysypując część porzeczek po drodze, no ale kto pierwszy, ten lepszy. Co było potem? Wygranemu rzedła mina, gdy Babcia mówiła: „no ale chyba nie będę gotować tych zielonych gałązek i liści? Szybko mi to przebierać” 🙂 Więc kończyło się kwaśnymi porzeczkami i taką samą miną…

Chodź na siano!

O, to kolejne takie wakacyjne wspomnienie – sianokosy. Zapach siana na łące kojarzy mi się zawsze z tym właśnie okresem. Obecnie przejeżdżając przez jakąś wieś, ten zapach przypomina mi dzieciństwo i wakacje u Babci. Skakanie po tych wielkich górach siana, przewracanie trawy ogromnymi grabkami, większymi ze trzy razy ode mnie, zabawy w chowanego, a na końcu jazda na wozie pełnym siana. Teraz gdybym zobaczyła swoje dziecko na takiej wysokości to pewnie zaczęłabym się modlić żeby tylko nie spadło, ale w tamtych czasach taki widok to była zupełna norma.

Chleb z masłem

Brzmi prozaicznie? Nie dla mnie w kontekście Babci. Czy jedliście kiedyś prawdziwy, wiejski, na specjalnym „zaczynie”, wypiekany w piecu chleb? Jeśli nie to nie wiecie co to chleb, bo obecny z miastowych piekarni nie ma do niego startu. To był dopiero smak! A gdy zdarzyło mi się być u Babci w dniu jego wypiekania, to nawet czekając na niego do późnego wieczora, było warto. Pamiętam, że każdy bochenek zanim został ukrojony po raz pierwszy Babcia znaczyła znakiem krzyża. Do dziś mam ten widok przed oczami gdy wspominam ten chleb. Jest coś jeszcze – prawdziwe masło, robione w maśniczce (tak maselnicę nazywała Babcia). Ubijanie masła ze śmietany to była magia, a smak tego samodzielnie przygotowanego masła w połączeniu ze świeżym chlebem to najcudowniejszy smak dzieciństwa, jaki pamiętam.

Mleko prosto od krowy

Niby normalne, a jednak to nie to samo co obecne, z kartonu…  Teraz dbamy o normy, certyfikaty, uht i inne dziwy. Jak byłam dzieckiem to co wieczór z Babcią chodziliśmy doić krowy. Babcia zawsze miała przygotowane dla nas małe stołeczki, abyśmy mogli jej asystować przy dojeniu. Zanim zanieśliśmy mleko do domu był jeszcze codzienny rytuał karmienia kotków (ja nie wiem skąd one wychodziły gdy wyczuły mleko w swoich pokrywkach i miseczkach, ale zawsze u babci było ich mnóstwo). A co potem? Przelewanie (cedzenie) mleka przez pieluchę i degustacja czy na pewno dobre. Smak tego ciepłego mleka pitego w babcinym korytarzu też pamiętam do dziś.

Kto pierwszy w sadzie!

Za domem Babci był kiedyś sad. Piękny, pachnący jabłkami i trawą. Oprócz tego, że lubiliśmy tam biegać to zawsze Babcia wymyślała nam jakieś dodatkowe zabawy – namioty z jej koców, które wspólnie z nami przygotowywała czy pikniki wśród drzew. Jak sobie pomyślę, że ona miała tyle zajęć na wsi (krowy, pole, obiady itd.), to nie wiem jak ona to robiła, ale zawsze znalazła chwilę żeby się z nami pobawić.

Mojej ukochanej Babci nie ma już wśród nas, na ziemi. Ale ona jest, tam wysoko, patrzy na mnie i chodź myśląc o niej teraz ściska mnie w gardle to wiem, że ją kiedyś jeszcze zobaczę.

Do zobaczenia Babciu! Kocham Cię mocno…

 

Świętuj dzień mamy codziennie!

Dziś z poślizgiem, ale piszę w ramach obchodów Dnia Matki…  Wow jak to brzmi, prawie jak pismo dla Ministerstwa 😉 Ale nie martw się, postaram się aby nie było patetycznie. Dlaczego dopiero dziś? Bo jako mama, przyszło mi się zmierzyć z zapaleniem ucha swojej córeczki (niestety to nadal trwa, ale już jest dużo lepiej). Nie życzę Wam tej dolegliwości – leki średnio na to działają, a mamie serce pęka, że nie może uśmierzyć tego bólu. Dlaczego mam czas na pisanie? Bo akurat mała jest w dobrym humorze, naczynia same się myją, mieszkanie względnie ogarnięte. No to jestem. Ja. Matka Polka.

Każda mama jest kochana

Przez swoje dzieci, tak bezgranicznie, bezinteresownie, po prostu… To jest najpiękniejsza miłość jakiej można doświadczyć. Teraz to już wiem, bo mam swoją córeczkę. Inne mamy też mają swoje dzieci, też je kochają (najlepiej jak się tylko da). Gdy się rozejrzysz wokół siebie to zobaczysz wiele typów matek i jakbyś miała wymienić pięć rodzajów mam, to spokojnie by Ci się udało. Łączy je jednak to, że są kochane – każda najmocniej na świecie!

Każda mama jest inna

Oj tak! Dlatego musimy uczyć się mniej oceniać (a to niełatwe, bo każda z nas się uważa za tę najlepszą…) A mama Kasi w ogóle się dzieckiem nie interesuje, a mama Maciusia to wiecznie w pracy, a mama Krysi ciągle z papierosem pod blokiem, a mama Pawełka znów odbiera go późno z przedszkola, a mamie Niny to nic się nie chce i biega tylko na tipsy do kosmetyczki. Itd. Itp. Takie oceny wystawiamy sobie nawzajem. Po co? Może żeby siebie wybielić? Żeby ciągle sobie samej udowadniać, że się jest najlepszą mamą świata? Nie wiem. I Ty też nie wiesz. To nieświadoma reakcja na otaczający Cię świat. A czy Ty myślisz, że Twoje dziecko obchodzi, że mamie Niny nic się nie chce? Naprawdę myślisz, że dla Twojego dziecka ma to znaczenie? Nie ma. Dla niego liczysz się tylko Ty, więc się na tym skup.

Bądź jego przyjaciółką

To ważne, aby Twoje dziecko tak Cię postrzegało. Nie w słowach, mówiąc Ci, że się przyjaźnicie. Tu chodzi o zachowania. O to czy może Ci zaufać. Czy jeśli powie „nie mów nikomu” to nie zaczniesz jego tajemnic opowiadać przyjaciółce na kawie, podczas gdy dziecko siedzi w drugim pokoju i właśnie czerwienieje słysząc co mówisz. Dbaj o wasze relacje, a to zaprocentuje. Rozmawiajcie – dużo i o wszystkim, a nić przyjaźni sama się umocni.

Miłość Ci wszystko wybaczy

W sumie to działa w dwie strony – zarówno mama, jak i dziecko są w stanie sobie wybaczyć. Wiesz co jest ważne w tej relacji? To, żeby umieć się przyznać do błędu. Ucz swoje dziecko, że jak się robi komuś przykrość, to trzeba go potem przeprosić. Jeśli Ty uniesiesz się na dziecko (bo właśnie kilo mąki wylądowało na podłodze, a jajka oczywiście „same się stłukły”) to gdy ochłoniesz, to po prostu przeproś! Myślisz teraz – ale za co? Że dziecko było niegrzeczne? Tu nie o to chodzi. Grunt aby wyjaśnić tę sytuację. Czy to, że darłaś się wniebogłosy jest ok? No nie jest, więc rączka na zgodę i przepraszamy się nawzajem. Uczcie się nawzajem wybaczać.

Mówmy sobie po imieniu

Mam uczulenie na zdrobnienia mojego imienia (rym przypadkowy 😉 ). No do szewskiej pasji mnie doprowadza „Moniaaaaa” itp. Nie będę więcej wymieniać, żeby Cię nie kusiło i żebyś tak do mnie nie mówiła ;P A jak mam do Ciebie mówić? Pytają mnie znajomi. „Monika jest w porządku” najczęściej mówię. Ale mam jeszcze jedno imię… Mama. To najpiękniejsze imię świata i tylko moja córeczka tak do mnie mówi – uwielbiam to. Gdy człowiek tak sam przed sobą zdaje sobie sprawę z tego, że jest wazny dla drugiego, małego człowieka to aż ciepło się na serduszku robi <3

Miłość to wymiana z inną osobą

Wymiana? No tak i to mniej materialna, a bardziej duchowa. Wymieniamy się z dzieckiem miłością, troską, przytulasami,  buziakami, codzienną energią. Ta wymiana tworzy nierozerwalną więź. Czy Dzień Matki jest raz w roku? Nie wiem jak Ty, ale ja mam go codziennie! Buziaki i przytulasy, no i miłość, która unosi się w naszym małym domku. Nieważne co się dzieje w pracy czy ze zdrowiem. Miłość jest cały czas i codziennie mam na to to żywy dowód. Ma 4 lata i jest słodki.

Do mamy: kochaj i ciesz się swoją miłością do dziecka. Celebruj Wasze wspólne życie i dbaj o relacje, a wtedy będziesz miała Dzień Matki codziennie. My świętowałyśmy wspólnym robieniem babeczek z truskawkami – polecam na wspólne spędzanie czasu 😉

Buziaki! ;*

dzień mamy

dzień matki

córeczka blog

Mama w delegacji

No i załatwione! Najdłuższa delegacja jaką odbywam w ciągu roku zaliczona! Gdzie? A do miasta Łodzi celem pracy na targach. Tak, pracy, bo zapewniam, że wakacje ze znajomymi z pracy to to nie są. Jak zatem mama może przetrwać delegację? Jak ma zostawić dziecko na kilka dni z tatą? Poczytajcie!

Najtrudniejszy pierwszy krok

O tak, najtrudniej było za pierwszym razem (Mela miała całe 2 latka). Choć pracowałam tuż po skończeniu przez małą roczku (uprzedzę, tak poszłam do pracy zaraz po macierzyńskim, tak Mela poszła do żłobka, tak, nie żałuję, że tak się stało), to nie potrafiłam jej wtedy zostawić, więc odpuściłam targi i dalsze wyjazdy. Jak miała te całe 2 latka to w końcu się odważyłam. Jak było? No niełatwo. Był płacz (obustronny rzecz jasna), niezmierzona tęsknota i obrażona Mela po powrocie. Ciężkie to były czasy…

Tym razem było łatwiej

Obecnie Mela ma już 4 latka i jest dumnym przedszkolakiem. Nie straszne jej przybywanie cały dzień poza domem czy brak obecności mamy. Czy łączy się to z tęsknotą? No jasne! I otwarcie obie sobie o niej mówimy. Co zatem z 4-ma dniami nieobecności mamy. Zaskoczę Was! Moje dziecko jest mądre i wie, że mama pracuje. Czeka, nie płacze (no może jęknie pierwszego dnia), bawi się z tatą, gada ze mną przez telefon opowiadając o wszystkich swoich przygodach, co jadła na obiad czy, że Jaś znów obsypał ją piaskiem na placu zabaw.

Co na to mama?

A mama to wpada w wir pracy (całodzienna obsługa klientów na stoisku jest męcząca dużo bardziej niż 8 h w pracy, uwierzcie mi na słowo) i stara się nie myśleć i nie tęsknić. Ale to tylko w ciągu dnia. Wieczorem to co innego. Musi być telefon do Meli, łzy w oczach i ta ciągła myśl – dziś nie mogę jej przytulić, wykąpać i dać buziaka na dobranoc. Reasumując obecnie to chyba bardziej ja przeżywam to nasze małe rozstanie niż ona.

mama delegacja

Co pomoże przetrwać?

Może to zabrzmi dziwnie, ale uważam, że trzeba się poddać chwili. I tej w pracy – czyli obsługiwać klientów, gadać, gadać i gadać… Wtedy nie ma czasu na myślenie. A co z tym nieszczęsnym wieczorem? Najlepiej poświęcić go na integrację z innymi ludźmi z firmy. Wydaje mi się, że kilkaset kilometrów od pracy są jacyś inni. Poznajemy się bardziej prywatnie, gadamy długo i o wszystkim. Na co dzień nie ma na to czasu, w końcu jesteśmy w pracy. Co mi pomaga oprócz tego? Rozmowa telefoniczna z Melą i zapewnienia męża, że właśnie kładzie ją spać i że wszystko jest w porządku. Oprócz tego w torebce mam zawsze coś od mojej córeczki – w tym roku to była własnoręcznie wykonana przez nią laurka, która uśmiechała się do mnie przy każdorazowym otworzeniu torebki 🙂

Co uwielbiam w delegacji?

Tak najbardziej, najbardziej? Pyszne jedzenie i to, że ktoś je dla mnie przygotował. Nie znam wielu restauracji w Łodzi, ale ta w hotelu Tobaco, w którym mamy przyjemność co roku bywać to prawdziwa uczta dla każdego, kto lubi próbować oryginalnie podanej kuchni. Restauracja u Kretschmera zabiera w kulinarną podróż do Łodzi Czterech Kultur, a z kolei oryginalny wystrój przenosi do czasów fabrykanckiej Łodzi. Dodatkowo wystrój ma wiele wspólnego ze stylem skandynawskim, co uwielbiam, więc czuję się tam wyśmienicie!

mama na wyjeździe

Czas wracać…

Ostatni, czwarty dzień choć przepełniony pracą to jakiś taki inny niż wszystkie. Już wiem, że wracam do domu, do córeczki i męża. No taki fajny stan gdy tęsknota w końcu zostanie przerwana. Choć uważam, że każdemu należy się czasem oddech od codziennego życia w biegu (dom, przedszkole, praca), to lubię wracać. Czasem przerwanie rutyny daje nam też do myślenia. O czym? Gdy czasem masz dość to myślisz co by było gdyby… Gdyby być singlem i nie mieć tego całego zamieszania na co dzień. Hmm… Takie przemyślenia dają jeden wniosek. Nie mogę żyć bez mojej rodziny i nie wyobrażam sobie już innego życia. Mam nawet kilka rad, jak to wszystko ogarnąć 😉 A jeśli Ty potrzebujesz czasem oddechu, to wyjedź na dzień, dwa, trzy i wróć. Z pewnością zatęsknisz za tym codziennym zamieszaniem, bo w końcu ich kochasz i nie dasz rady bez nich żyć 🙂

Kilka rzeczy, których nauczyłam się przed trzydziestką…

trzydzieste urodziny

Bądź wdzięczny za to, co masz, a będziesz miał tego więcej. Jeśli koncentrujesz się na tym, czego nie masz, nigdy nie będziesz miał wystarczająco dużo. – Oprah Winfrey

O tak, to idealne słowo jakie przychodzi mi na myśl po skończeniu trzydziestu lat… Wdzięczność! Ludziom, których spotkałam, mojej córeczce, mojemu mężowi i temu wszystkiemu, co mnie dotychczas spotkało. Dziękuję!

Za co?

Za miłość! Tą prawdziwą, najpiękniejszą… Za tą od męża i za tą malutką w postaci Meli. Oczywiście za tę wcześniejszą też dziękuję moim rodzicom i reszcie rodziny. Dziękuję też za moich przyjaciół, za ludzi, których spotkałam na swojej drodze – za tych, którzy mobilizowali mnie do rozwoju, za tych, którzy dali mi szansę, ale też za tych, co podcinali skrzydła. Za tych ostatnich „znajomych” to nawet bardzo dziękuję! To dzięki nim walczyłam i stawałam się z dnia na dzień coraz silniejszym człowiekiem. Choć nie darzę ich sympatią i najlepiej byłoby o nich zapomnieć, to wiem, że bez takich kopniaków od życia nie byłabym tu gdzie jestem.

A gdzie ja dziś właściwie jestem?

No tu. Żyję, jestem zdrowa, mam najukochańszą rodzinę, przyjaciół, świetną pracę, coś tam chyba umiem, no i piszę. Bloga. Dla kogo? Chyba dla kobiet podobnych do mnie… Ściskam moje babeczki na grupie facebookowej 🙂

No dobra, ale do sedna… Czego ja się nauczyłam przed tą trzydziestką?

Po pierwsze piec dobre ciasta 🙂 O taaak! Tego mi nie odmówicie, bo placki, torty, tarty (nie licząc tej z zakalcem, którą robiłam na urodziny, zapominając o proszku do pieczenia 😛 ) wychodzą mi obłędne… Czy mam na to jakiś przepis?  Hmm… Praktyka czyni mistrza! Piec nauczyła mnie mama, której za to jestem bardzo wdzięczna, ale tylko powtarzanie tej czynności może zapewnić efekt. Także pieczcie bez opamiętania moje kochane! <3

Co po drugie? Omijać toksycznych ludzi…

O to to, można by rzec. Omijaj i to szeeerokim łukiem. Oni kradną nam energię, której i tak na co dzień nam brakuje, bo żyjemy w biegu. Czy to łatwa umiejętność? O nie moi drodzy! Żeby wprawnie nauczyć się mijania, trzeba najpierw wpaść parę razy na minę, a potem stać się tak twardym, żeby nie mieć sentymentów! Czy ja się na ludziach zawiodłam? Ooo, i to jeszcze jak! Na każdym kroku można spotkać takich, którzy wysysają z Ciebie energię. Ale człowiek z czasem mądrzeje i co robi? Omijaaa… Ja już się nie dam – od takich typów trzymam się z daleka i wiecie co? Dobrze mi z tym!

Punkt trzeci – można żyć bez „M jak miłość”!

Tak, nie wstydzę się tego. Oglądałam. Ba! Nawet lubiłam! I to nie tylko to – ubóstwiałam dużo różnego, innego badziewia serwowanego nam przez telewizję. Generalnie wydawało mi się, że nie da się przeżyć dnia bez telewizora, bez wiadomości, bez serialu itd. Ale… Da się! Gapienie się godzinami w telewizor niczego sensownego mnie nigdy nie nauczyło. Czas wolny wykorzystuję teraz znacznie przyjemniej. Spędzam go bawiąc się z dzieckiem, czytając książki dla dorosłych i te dla dzieci. Jeśli chodzi o tv, to obecnie moja czterolatka w ciągu dnia ogląda na nim bajki, a ja? No nie powiem, że nic a nic. Oglądam seriale, ale z mężem, wtedy kiedy chcę (oglądamy całe sezony) i to kryminalne. Tylko takie, bo komedie mnie nie śmieszą, ale może ja jakaś inna jestem 🙂

Po czwarte – olewać plotki

Teraz już wiem. Nie należy przejmować się złośliwościami i nieprzyjemnymi komentarzami na swój temat. Kiedyś martwiłam się krytyką i plotkami, dziś nie jest już tak łatwo mnie zranić (to zasługa przede wszystkim mojego męża, który stale mi kibicuje w każdej kategorii). Najważniejsze jest to, jak ja patrzę na siebie, a nie to co mówią i myślą mnie inni. Mam to w… Tyle 🙂

Rzecz piąta – nie tracić czasu na drobiazgi

Co mam na myśli? No, że nie ma co się przejmować małymi rzeczami, które nam się przydarzają na co dzień. Tym, że oczko w rajstopach Ci poszło tuż przed egzaminem lub występem na konferencji w pracy. Poszło, no i co? Czy świat się skończył? No nie, więc nie ma co się łamać i płakać wniebogłosy.  Stłukłaś swój ulubiony kubeczek z króliczkiem i jesteś przekonana, że tylko z niego kawa tak niebiańsko smakowała? Zdradzę Ci sekret – możesz w dzisiejszych czasach kupić bardzo szybko nowy i otrzeć te swoje łzy rozpaczy. Wiem, wiem, myślisz teraz: „a co z wartością emocjonalną tego kubeczka?”, bo dostałaś go na któreś tam urodziny od któregoś tam chłopaka. No cóż. Życie… Mela mówi „tak się czasem zdarza”… Od dzieci uczmy się tego, żeby się nie przejmować głupotkami. Trzeba pozbierać kawałki kubeczka, wyrzucić je do kosza i iść dalej. Ot taka kubeczkowa metafora.

Na koniec…

Żeby żyć pełnią życia trzeba odnaleźć jego sens. Trzeba sobie uświadomić co i kto jest dla nas najważniejszy i cieszyć się tymi rzeczami. Ważne też aby nie tracić czasu na kłótnie z innymi. Nie jesteśmy wieczni i trzeba sobie z tego zdawać sprawę na co dzień. Życie jest piękne, więc żyj jego pełnią! Ja swoje kocham, a Ty?

Ściskam Cię mocno urodzinowo! 


Czy spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst?

Jeśli tak, to bardzo mi miło. Chcesz co jakiś czas poczytać o moich pasjach związanych z życiem mamy marketerki? Masz kilka możliwości:
– udostępnij ten wpis jeśli Ci się podoba i chcesz pokazać go innym,
– zostaw komentarz – chcę wiedzieć czy myślisz podobnie do mnie, a może masz zupełnie inne zdanie,
– polub mój profil na Facebooku – sporo tam kulisów moich pasji,
 zaobserwuj Instagrama – jeśli lubisz oglądać moje zdjęcia 🙂

 

 

 

Jak kogoś kochać? Stopniowo…

Zakochałam się! – mówi mi Hanka. „O Matko Bosko, to się teraz zacznie” – myślę…

Znacie ludzi, którzy zakochali się i świat się dla nich wywrócił? Ja znam i staram się cieszyć szczęściem moich przyjaciół, ale nie zawsze przychodzi mi to z łatwością. Dlaczego? Bo sama „motylki” mam już dawno za sobą, więc  dla mnie miłość to zupełnie coś innego niż dla nich. Nie ogarniam już swoim umysłem tego, że przestali odwiedzać rodzinę, nie odzywają się do przyjaciół, na wszelkie spotkania zawsze przychodzą ze swoją połówką i nagle zmienili swoje zainteresowania o 180 stopni. Dziwaki jakieś.

Każdy kocha inaczej

Oczywiście to co powyżej piszę z nutką ironii, bo nie zawsze tak jest, ale w skrócie chodzi mi o to, że jak się człowiek zakocha to trochę szaleje 🙂 I to widać, czasem za bardzo. Zaplatanie rąk na wszelkie możliwe sposoby, ciągłe przytulaski, patrzenie sobie w oczy… Oj tak słodko się zrobiło, że aż mnie mdli. Ale niech będzie – każdy kocha inaczej. Każdy z nas okazuje miłość na swój sposób. Inaczej młodzi dwudziestolatkowie, a zupełnie inaczej ludzie po pięćdziesiątce. Czy to źle?

Pięknie się różnimy

Idąc dalej – w każdym wieku, w każdym związku, o innym czasie, kocha się inaczej. I nie ma co się łudzić – nie kochamy cały czas tak samo jak przez pierwszy miesiąc związku (patrz akapit pierwszy, czyli motylki itp.). Nasz związek przechodzi fazy, wzloty, upadki, chwile uniesień i potwornych kłótni. Ale to wszystko jest dobre i potrzebne. Jeśli się kochacie to to zupełnie zdrowe.

Miłość to nie tylko babeczki i tęcze

Każdy z nas okazuje miłość na swój sposób. Magda poprzez opiekę, troskę i karmienie, ale mąż zarzuca jej, że jest nadopiekuńcza. Janek poprzez dawanie wolności, jednak jego żona jest zdania, że nie jest on w związek dostatecznie zaangażowany. Basia uważa, że tylko poświęcając partnerowi każdy wieczór może okazać mu, że jej zależy. Okeeej, choć to dla mnie już jakaś paranoja, serio! Nie można mieć kogoś na 24 godziny non stop. Takie takie dziwne dla mnie, albo ja jakaś dziwna może.

Nie ma co oceniać, warto skupić się na sobie

Gadamy codziennie o innych. Codziennie, i dużo. Oceniamy związki i porównujemy do innych. Aaa i hit: rady znajomych, którzy nie są w związku, nie mają dzieci, ani kilkunastu lat stażu w byciu razem (my mamy i jak pomyślę, że tyle się znamy, to powiem Ci, że ciężko mi w to uwierzyć). Nie ma co się skupiać na innych związkach – dbaj o swój, bo jest Twój.

Życie to tylko chwila

Życie nie będzie trwało wiecznie, więc ciesz się miłością. Swoją. Dbaj o nią, pielęgnuj, myśl o niej. Nie pozwól jej umierać czy psuć się. Kiedyś jak babcia mi mówiła, że życie mija jak jeden dzień to myślałam, że może i tak, ale ja mam go jeszcze tyle przed sobą, że zdążę się nacieszyć miłością. Nikt nie ma gwarancji ile lat przeżyje, dlatego warto kochać mocno i ciągle.

Czyli jak?

Mam sposób… Aby rozwijać swoją miłość, trzeba kochać stopniowo. Korzystaj śmiało z czasu zakochania i wariuj na punkcie tej drugiej osoby. Jak przyjdzie czas wspólnego mieszkania to ciesz się jak szalona (na brudne skarpetki w różnych miejscach i inne natręctwa czasem będziesz musiała przymknąć oko, ale czego się nie robi dla miłości <3 ). Potem ślub, potem dzieci. Wszystko ma swój czas, a miłość wtedy się zmienia. Ale ciągle trzeba ją podgrzewać, żeby się nie wypaliła…

Mów jasno o swoich potrzebach i pragnieniach

Jesteś już z kimś długo, więc możecie wprost rozmawiać o swoich marzeniach. Warto się nimi dzielić i wspólnie je realizować. Relacja wymaga poświęceń i kompromisów, ale z pewnych ważnych rzeczy nie powinniśmy rezygnować. Jeśli boisz się, że Twoje potrzeby odstraszą partnera (np. potrzeba wspólnego zamieszkania czy ślubu), to może być znak, że nie do końca do siebie pasujecie, więc się kobieto dobrze zastanów czy tego chcesz.

Nie pozwól, by wyłącznie relacja definiowała to kim jesteś

Bo jeśli się skończy lub zacznie szwankować, stracisz jedyne źródło wsparcia i pozytywnej samooceny. Dla rozwoju osobistego potrzebujemy mieć osobowość w relacji i poza nią. Dlatego tak ważne jest własne zdanie, zainterowania, pensja…

Spędzaj czas także sama

Poświęcanie czasu wyłącznie dla siebie, bez męża czy dziecka, jest bardzo ważne. Od czasu do czasu spędzaj czas w samotności. Dla mnie obecnie to pisanie bloga czy czytanie ksiązki, jeśli Mela mi na to pozwala. Czasem wychodzę na miasto z przyjaciółmi, a mąż wieczorami spełnia się sportowo. Każdy coś ma – rzekłabym. I dobrze nam z tym 🙂

Komunikuj jasno o co Ci chodzi

Umiejętne komunikowanie się to podstawa udanego małżeństwa czy związku. Przede wszystkim ważne, żebyście ze sobą rozmawiali. A w tych rozmowach, żebyście wyrażali to, co czujecie, co myślicie i czego chcecie. Nie każ partnerowi się domyślać (on to powinien wiedzieć, jak mnie kocha to się domyśli itp.). Dobrze Ci radzę, powiedz wprost, bo domyślanie się rodzi duże problemy.

Kochaj, kochaj, kochaj

Stopniowo, w pełni szaleństwa, stabilnie, mądrze, zabawnie, odpowiedzialnie i bardzo, bardzo mocno.

Bądź szczęśliwa!


Tekst powstał wspierając akcję Tydzień Małżeństwa w internecie, którą prowadzi w Polsce Ewa Olborska z Mocem.  Zajrzyj również do innych tekstów w tej kampanii 🙂

Mam ochotę na „chwileczkę zapomnienia”…

Oj tak! Każdy czasem ma ochotę na chwileczkę zapomnienia, jak niegdyś śpiewała Hanna Banaszak. Nie wiem czy pamiętacie tę piosenkę o „czarującym epizodziku”, ale ja często sobie ją nucę 😉

Wieczna dieta

Jestem kobietą i jestem na wiecznej diecie – tak mogłaby brzmieć notka o każdej z nas. Niestety nie zawsze udaje się wytrzymać bez czegoś słodkiego. Wszystkiemu winne są endorfiny – to przez nie sięgamy po słodkości by jak najszybciej poprawić swoje samopoczucie, zadowolenie, a nawet zniwelować uczucie bólu. Endorfiny, potocznie zwane hormonami szczęścia, wpływają na nas tak mocno, że bardzo szybko się od nich uzależniamy, co wynika z tego, że w trakcie spożywania słodkich produktów zachodzi reakcja chemiczna w mózgu w efekcie, której są one produkowane.

Jedz słodycze, byle nie za dużo!

Oczywiście jedzenie słodyczy w nadmiarze jest niekorzystne, ale jeśli zachowamy odpowiedni umiar to większość dolegliwości nas nie dopadnie. Najlepiej ograniczyć słodycze typu żelki czy cukierki, bądź przesłodkie ciasta o nieznajomym składzie. Pewnie Cię nie zaskoczę, ale one nie mają dla nas żadnych wartości odżywczych.

Jest nadzieja – czekolada…

Jeśli nie możesz lub po prostu nie chcesz (tu do siebie mówię szczególnie 😉 ) obyć się bez słodkości to sięgnij po czekoladę. Dlaczego? Uwaga przygotowałam się i wyczytałam, że zawiera ona wiele ważnych mikroelementów (np. magnez, potas, cynk) i witamin (z grupy B, A, E). Wszystkie one wpływają na nasz układ krwionośny (zapobiegają chorobom serca czy odwlekają zmiany miażdżycowe).

Nie każda czekolada jest dobra

Sprzedam Wam dziś przepis na wybór czekolady: kieruj się zawartością kakao, bo im więcej tym lepiej, ale takie zdrowe minimum to 70%. Nie wiem czy jesteś osobą czytająca składy, ale w tym przypadku postaraj się to robić obowiązkowo.

Chcesz mieć czasem chwileczkę zapomnienia, usiąść w fotelu i delektować się wysokogatunkową czekoladą?

Mam dla Ciebie idealną kandydatkę, która sprawi, że Twoje wyrzuty sumienia z powodu jedzenia czekolady przestaną Cię męczyć.

 

Manufaktura czekolady

Lubię próbować nowości, więc gdy trafiłam w internecie na Manufakturę czekolady, to wiedziałam, że muszę spróbować. Wiadomo, że uwielbiam czekoladę i nie mogę bez niej żyć, więc szukałam takiej, która najmniej będzie szkodliwa dla mojego ciała. Znalazłam!

No dobra, ale czym ich czekolady różnią się od innych?

Posłużę się metaforą żeby to trochę wytłumaczyć. Pijecie soki z owoców? No jasne, że tak i pewnie wiecie, że sok wyciskany bezpośrednio z owocu jest dużo lepszy od jego odpowiednika w kartonie, który powstał z koncentratu. Czekolada zrobiona ze świeżo wyprażonych ziaren kakaowca różni się bardzo od swojego odpowiednika z półproduktów. Czekolady z Manufaktury pokazują jak ważne jest geograficzne pochodzenie i kontrola uprawy. O smaku decyduje również klimat co sprawia, że mają wielokrotnie niepowtarzalny i oryginalny smak. To właśnie jest rzecz, która je wyróżnia od czekolad produkowanych przemysłowo, gdzie najważniejsza jest standaryzacja i powtarzalność.

Ekscytujące smaki i niepowtarzalność

Czy nie uważasz, że to niesamowite, że masz możliwość spróbowania prawdziwej czekolady z różnych zakątków świata? Smaki z poszczególnych zbiorów potrafią się od siebie nieco różnić i to jest w nich niepowtarzalne i ekscytujące. Twórcy Manufaktury sprowadzają ziarno kakao z Afryki, Ameryki i Azji, aby pokazać, że smak czekolady jest wielowarstwowy i różni się w zależności od miejsca pochodzenia oraz długości fermentacji.

Dość teorii! Czy faktycznie jest dobra?

Posmakowałam czekolad deserowych z różnych zakątków świata oraz listków czekoladowych, które urzekają swoimi nieregularnymi kształtami, truskawkami oraz smakiem szarlotki. Wszystkie te czekolady wyglądają, pachną i smakują niesamowicie! Jedząc je masz wrażenie, że za każdy kawałeczek jest podróżą, przygodą i odkrywaniem nut smakowych. To jest właśnie moja chwileczka zapomnienia. Rozpływam się…

Zanim spróbujesz czekolad z Manufaktury zachęcam do odwiedzenia jej kanału na YouTube (tak znów odzywa się dusza marketerki), aby poznać tajniki przygotowywania tych niesamowitych słodkości.

To właśnie moja #chocolatestory, a tymczasem życzę smakowitych wrażeń, a sama idę komponować swoją czekoladę (tak, mają taką opcję na www) 🙂

Pa!


Czy spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst?

Jeśli tak, to bardzo mi miło. Chcesz co jakiś czas poczytać o moich pasjach związanych z życiem mamy marketerki? Masz kilka możliwości:
udostępnij ten wpis jeśli Ci się podoba i chcesz pokazać go innym,
– zostaw komentarz – chcę wiedzieć czy myślisz podobnie do mnie, a może masz zupełnie inne zdanie,
polub mój profil na Facebooku – sporo tam kulisów moich pasji,
zaobserwuj Instagrama – jeśli lubisz oglądać moje zdjęcia 🙂
Do następnego!

 

 

 

Kochamy, więc czytamy…

Kochasz swojego maluszka? No jasne! To takie pytanie retoryczne na początek. Luty to miesiąc miłości, więc to idealny czas żeby sobie ją okazywać. Ale jak to przekazać czterolatce? Słowa „Kocham Cię” mamy w swoim słowniku już od dawna, ale czy Mela je rozumie? Co sobie myśli gdy to mówi? Jak odbiera to, że ja ją kocham?

To trudne pytania, bo nie łatwo się postawić na miejscu swojego dziecka. Chcesz żeby ono wiedziało, że je kochasz? To mu to okaż!

Jak?

No właśnie? Jak? Dziś dam Ci jedną podpowiedź – przez czytanie. Teraz pewnie myślisz, że napiszę jak to codziennie zasiadam z Melą w pokoju, wybieramy bajeczkę i czytamy, oglądamy, dyskutujemy… Tak by było, gdyby było idealnie. Gdyby mama miała czas, gdyby się mleko na kakao nie przypaliło, gdyby mama nie musiała pracować, gdyby nie poszła na spotkanie wieczorem…

Nie jest idealnie

No nie jest, ale… Będę pracowała nad sobą, aby było lepiej! Jako dziecko przeczytałam wszystkie książki z biblioteki szkolnej (aż mi samej trudno w to uwierzyć 😉 ), więc umiłowanie do czytania Mela odziedziczyła po mamusi. Książeczki są z nami praktycznie od urodzenia (zaczynaliśmy od kontrastowych), cały czas je kupujemy, goście wiedzą, że mała je uwielbia, więc też zawsze dbają aby przynieść jakąś ze sobą, a Meli szafeczki obecnie aż się od nich uginają. Tylko co z czytaniem… To moja działka i czas bardziej się przyłożyć.

czytamy bajeczki

Nowoczesne techniki robią nam krzywdę

Oj tak. Włączyć dziecku bajkę na tv, telefonie czy komputerze to każdy potrafi. Dlaczego to robimy? Dla świętego spokoju, żeby móc popracować, ugotować obiad na jutro itd. itp. Wymówek, aby ominąć czytanie w pokoju z dzieckiem każdy z nas ma mnóstwo. A właśnie to czytanie rozwija umysły naszych maluszków. To ono kształtuje ich wyobraźnię i dzięki niemu wyrastają na kreatywnych i mądrych ludzi.

Od dziś mówię stop!

Komu i czemu? No sobie najbardziej! Spojrzałam prawdzie w oczy… I co zobaczyłam? Że istotnie czytam z Melą często, ale nie codziennie. Dlatego piszę ten tekst, aby sama przed sobą się zdeklarować. I zrobię to!

Kto mnie zmotywował?

Żeby nie było, że ja taka anielska matka jestem i sama na to wpadłam… Hmm… W sumie wpadłam, ale na wpis na facebooku nt. kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Całą akcję zorganizowała Magdalena Erbel z SavetheMagicMoments.pl i chwała jej za to.

Każdy z nas kocha swojego maluszka lub „-szki” jeśli ma ich więcej. Pokażmy im jak je kochamy!

Czytajmy!


Czy spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst?

Jeśli tak, to bardzo mi miło. Chcesz co jakiś czas poczytać o moich pasjach związanych z życiem mamy marketerki? Masz kilka możliwości:
udostępnij ten wpis jeśli Ci się podoba i chcesz pokazać go innym,
– zostaw komentarz – chcę wiedzieć czy myślisz podobnie do mnie, a może masz zupełnie inne zdanie,
polub mój profil na Facebooku – sporo tam kulisów moich pasji,
zaobserwuj Instagrama – jeśli lubisz oglądać moje zdjęcia 🙂
Do następnego!

Jak wybrać dobrego fryzjera? Kilka sprawdzonych rad!

No właśnie, jak znaleźć idealnego fryzjera? Bo przecież takiego szukasz zanim zmienisz coś ze swoimi włosami. Co zrobić żeby mieć pełne zaufanie do fryzjera? Na co zwracać uwagę? Podpowiem Wam na swoim przykładzie na co najczęściej zwracam uwagę.

Jak zacząć szukać?

Ja zaczynam tradycyjnie (jak przy innych usługach) od Google 😉 To skarbnica polecanych salonów, pięknych zdjęć realizacji, ale przede wszystkim opinie klientów. Cała otoczka reklamowa (zarówno wymuskana strona www, jak i piękny baner na wejściu do salonu, czy dogodna lokalizacja) to tylko pierwsze drzwi. Osobiście uważam, że najbardziej wiarygodne są opinie klientów – te wyrażane w internecie, ale i te ustne na ploteczkach u przyjaciółki czy na przerwie w pracy. Wszystkie one to właśnie pierwsze kryteria przy wyborze i uważam, że są bezcenne i żadna, nawet najpiękniejsza reklama nie ma do nich startu.

Co dalej? Zdjęcia, bo przecież kupujemy oczami

Wiadomo, że z włosami jest tak, że po to idziemy do fryzjera żeby przejść metamorfozę i wrócić z uśmiechem na twarzy. Jestem wzrokowcem i uwielbiam oglądać zdjęcia „przed” i „po”. Jacy fryzjerzy je zamieszczają? Tylko dobrzy, bo inni nie mają się czym pochwalić i stąd brak zdjęć na ich fejsbukach, instagramach czy stronach internetowych. Aaa.. Chyba nie muszę wspominać, że powinnaś się wystrzegać salonów, które na swoich stronach czy fanpejdżach mają tylko cudze zdjęcia stockowe (w sensie kupione z portali typu fotolia)? To oczywiste, ale wiem, że czasem może Cię skusić piękna blond pani na stronie głównej. Koniecznie wejdź dalej, szczególnie na media społecznościowe.

Groupony i inne podobne portale

O ten temat jest kontrowersyjny, bo zapewne masz za sobą już kupony na usługi fryzjerskie. Spokojnie, ja też. Pierwszy raz skorzystałam bardzo dawno temu i co do tej wizyty nie mam zastrzeżeń – farbowałam moje długaśne włosy za połowę standardowej ceny i byłam bardzo zadowolona z efektu. Ale… to było bardzo dawno i wiele się zmieniło. Obecnie na portalach tego typu pojawiają się fryzjerzy, którzy praktycznie tylko w ten sposób zdobywają klientów. Oceniam to oczywiście w kontekście mojego regionu i po kilkuletniej obserwacji. Jakiś czas temu się skusiłam i choć cięcie było w porządku to pytanie w drzwiach: „a to z groupona Pani ma usługę? To jak myjemy głowę czy nie?” mnie rozwaliło. Oczywiście zawierało się to w cenie podanej na stronie. Nie wspomnę, że organizacja w salonie była dość specyficzna, bo jak chciałam umówić się na kolejną wizytę, to pani fryzjerka dała mi wizytówkę salonu przekreślając główny nr i wpisując nowy wraz z informacją, że jak dzwonić to tylko do właścicielki. Dziwne to jakieś było. Nie wróciłam tam.

Czy ładny salon i kosmiczne ceny to gwarancja cudownej fryzury?

Nie, nie, nie! Wiadomo, że piękny salon przyciąga naszą uwagę, a dobra reklama sprawia, że znamy markę – zgodzę się z tym jednak w to wszystko wchodzą pieniądze. Dobre otoczenie sprawia, że czujemy się dobrze, ale nie powinien być to główny powód wyboru salonu. Ważniejszy jest sam fryzjer, który się nami zajmuje. Co do pieniędzy to wiadomo, że każdy region ma jakieś tam uwarunkowania. Proponuję nie wpadać w skrajności i nie wybierać tych najniższych, ani tych najwyższych cen. Dowiedz się jaka jest średnia i dopisz to do listy kryteriów, ale nie na pierwszym miejscu.

Wygląd fryzjera…

Jeśli od progu wita Cię Pani z odrostami, spalonymi od blondu włosami czy jakaś taka potargana to weź Ty się cofnij i uciekaj 😉 Tak, to bardzo, bardzo ważne aby fryzjer wyglądał schludnie. Nie chodzi mi oczywiście o fryzurę a’la weselny kok, ale o zwyczajną schludność. Wystarczy, żeby fryzjer miał delikatnie upięte włosy i żeby nie straszyły wyglądem. Na plus jeśli na jej/jego głowie zobaczymy najnowsze trendy – to zachęca 😉

Porządek musi być!

Nigdy na to nie patrzysz i nie przeszkadzają Ci włosy walające się po podłodze od samego progu? Jeśli tak to skończ już to czytać 😉 Mi się kiszki przewracają na samą myśl, że mam stąpać o czyimś DNA. Dezynfekcja to podstawa w każdej branż. Jeśli fryzjer wyciągnie nożyczki ze świeżego woreczka lub chociaż popsika preparatem dezynfekującym, te które trzyma w dłoniach tuż przed ich użyciem na naszej głowie – to bardzo dobrze o nim świadczy. Na co mi się jeszcze włos jeży? 🙂 Szczotki do omiatania twarzy, bo nawet jeśli owa szczotka jest z włosia syntetycznego i jest dezynfekowana to nie uchroni jej to przed podkładem, potem i innymi kosmetykami z twarzy. Są inne zastosowania np. czyste bawełniane jednorazowe ręczniczki delikatnie zwilżone wodą, które zbierają ścinki. W sumie to nawet wolę sama przetrzeć twarz swoją chusteczką 😉

Plotki, kawki i inne

Do fryzjera idziesz się również odprężyć. Picie kawy jest w porządku, choć dla mnie nie jest to niezbędny element usługi fryzjerskiej. Ploteczki? Jeśli o trendach kosmetyczno-fryzjerskich to bardzo proszę… Jeśli o innej fryzjerce lub o poprzedniej klientce to kategorycznie nie. Dlaczego? Bo na bank zostaniesz obgadana zaraz gdy zamkną się za Tobą drzwi. To bardzo ważne, aby fryzjer był profesjonalistą w każdym calu, nie tylko z umiejętnościami, ale również w traktowaniu swoich klientów.

Umiejętności

To klucz i główne kryterium. Fryzjer musi być profesjonalistą. Musi być słowny (2 cm to 2, a nie 10!), musi umieć koloryzację, czuć trendy i umieć dopasować fryzurę do kształtu twarzy i preferencji klienta (tak naoglądałam się „Afer fryzjera” i święcie wierzę w to zdanie 😉 ).

Mój strzał w dziesiątkę!

Niedawno poznałam swój ideał, tzn. nie tylko mój. Wiele kobiet z moich rejonów (Rzeszów), które poznało Reginę, zakochało się w niej tak jak ja 🙂 Obecnie mam na głowie piękne ombre, które zostało wspólnymi siłami zrobione przeze mnie i wspomnianą, wspaniałą fryzjerkę. Dlaczego wspólnymi? Bo zanim poszłam po wymarzoną fryzurę to samodzielnie ściągałam czerń (towarzyszyła mi przez kilka lat) z pomocą preparatu, a właściwie zmywacza do włosów Über. To świetna alternatywa do rozjaśniacza, bo jest bezpiecznym sposobem na usunięcie niepożądanego koloru włosów. Nie zawiera żadnych szkodliwych wybielaczy, utleniaczy czy amoniaku.

Ale wróćmy do mojej fryzjerki. Jak ją znalazłam?

Z przyjemnością przeanalizuję moją drogę do jej znalezienia biorąc pod uwagę moje rady powyżej. Internet – w nim, szczególnie na lokalnych forach internetowych roi się od „ochów i achów” nt.Reginy. Czy od razu mnie to skusiło? No nie, nie od razu. Kolejny impuls to polecenia znajomych, te ustne, a kulminacja mojej decyzji to zdjęcie „przed i po” mojej koleżanki. To zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, aż do tego stopnia, że napisałam do niej wiadomość o szczegóły typu gdzie, jak, za ile itd. Po tej relacji oglądnęłam zdjęcia na profilu Reginy i wiedziałam, że muszę na swojej głowie ją przetestować 😉

Zapisałam się!

Łatwo nie było, bo kalendarz Reginy jest ciągle zapełniony, ale z odpowiednim wyprzedzeniem można dostać się na wymarzoną usługę. Co mnie zachwyciło? Wiele aspektów jej pracy! Moja fryzura okazała się być idealnie taka jak chciałam (przyznam się, że wysłałam zdjęcie z internetu jakie włosy mi się marzą i są dokładnie takie). Do tego mam pięknie rozjaśnione, ale niespalone włosy, zdrowe końcówki i rady jak utrzymać chłodny odcień. Co jeszcze mnie zachwyciło? Miła atmosfera w salonie. Rozmowy nt. trendów i zabiegów, które pomogą dbać o włosy po wyjściu od fryzjera. Przy okazji zobaczyłam nowoczesne cięcie i koloryzację (na niebiesko) dziewczyny, która była obsługiwana równolegle ze mną. Ta klientka miała spalone włosy przez inną fryzjerkę, ale Regina komentowała tylko co zrobić aby to naprawić. Nie powiedziała ani razu złego słowa o tej innej fryzjerce. Co jeśli idzie o dezynfekcję? Regina wraz z koleżanką ciągle coś przecierały i sprzątały wokół każdej klientki. Jak była uczesana? Miała zwyczajnie spięte włosy aby nie przeszkadzały jej w pracy, ale oczywiście z idealnym blondem na głowie (z tych blondów jest powszechnie znana). Jaki jest jest salon? W sumie niewielki, ale wszystko było za swoim miejscu i przede wszystkim czyste.

Tu moja metamorfoza:

Czy do niej wrócę? No jasne!

Tak, to jest fryzjerka, której szukałam. Z przyjemnością do niej powrócę i zachęcam również Ciebie do odwiedzenia jej salonu. Jeśli nie jesteś z Rzeszowa, to myślę, że w swoim mieście też możesz znaleźć swój ideał. Wystarczy tylko dobrze poszukać i kierować się radami powyżej 🙂 To główne punkty, na które ja od samego wejścia zwracam uwagę, ale wiem, że aspektów do wyboru fryzjera może być jeszcze więcej. Napisz na co Ty zwracasz najczęściej uwagę. Liczę na Twoje zaangażowanie w dyskusję!

Do następnego! 🙂

 


Czy spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst?

Jeśli tak, to bardzo mi miło. Chcesz co jakiś czas poczytać o moich pasjach związanych z życiem mamy marketerki? Masz kilka możliwości:
udostępnij ten wpis jeśli Ci się podoba i chcesz pokazać go innym,
– zostaw komentarz – chcę wiedzieć czy myślisz podobnie do mnie, a może masz zupełnie inne zdanie,
polub mój profil na Facebooku – sporo tam kulisów moich pasji,
zaobserwuj Instagrama – jeśli lubisz oglądać moje zdjęcia 🙂
Do następnego!

Dziecko, praca, dom – jak to wszystko ogarnąć i nie zwariować? Kilka sprawdzonych sposobów!

Dziś nudy – życie codzienne mamy na etacie, która próbuje to wszystko ogarnąć… A nie czekaj! Jakie nudy? To życie (tej matki) pędzi niczym rollercoaster! 😉 Jak? No szybko! I to czasem, aż tak, że brak tchu i… Czasu. O tak, tego ostatniego mamusi nigdy nie wystarcza.

Spodziewasz się, że zacznę teraz opowiadać, jak to wspaniale mam wszystko ogarnięte i że śmieję się z tych, co nie dają rady. Yyy… No nie zacznę i nie powiem, że jestem mamą na medal, ale…

…mam kilka sposobów na ułatwienie sobie życia

Pierwszy – rzuć pracę zajmij się domem. A nie to niedobra rada, bo kredyty trzeba spłacać i żyć mieć za co. To nie, cofam to 😉 Pierwsza rada to… Olej to! Ale co? No wiesz, te wszystkie małe, nieistotne rzeczy, które choć nie są Ci bezpośrednio potrzebne do życia, to spędzają Ci sen z powiek. Jakie? No, że płyn do płukania Ci się rozlał na dywanik w łazience i ta niebieska plama nie może się doczekać aż zniknie – może zniknąć w sobotę, więc wyluzuj. W zlewie jest jeden brudny talerz, bo się nie zmieścił do zmywarki, albo nie zdążyłaś umyć ręcznie wcześniej, a obecnie wisi na Tobie dziecko i próbujesz je położyć, ale w myślach już widzisz jak go myjesz. Serio tak masz? No Matko Polko daj żyć! Do rana pleśń na nim nie wyrośnie. Itd., itp.

Naucz dziecko sprzątać – zupełnie nie żartuję!

Ałaaa… Krzyczysz znów nadeptując w salonie śliczny czerwoniutki, ostry jak brzytwa klocuszek Twojego dziecka. Co wtedy robisz? Podnosisz, przechodzisz obok dziecka wpatrzonego w najnowsze bajki w tv (sama jej włączyłaś, żeby coś zrobić w międzyczasie i już Cie gryzie sumienie, że się nim nie zajmujesz) i co? No wędrujesz do pokoju swojego brzdąca i wkładasz do pozostałych zabawek. O miś, o lala, o auto – patrzysz. No to sprzątasz resztę i tak kolejne pół godzinki. A dziecko? No chichra się przed tv. O nie mamusiu! Nie rób tego! Nie sprzątaj za swoim dzieckiem! To Ty powinnaś zrobić coś innego w tym czasie np. kolację dla wszystkich, którą też przecież musisz zrobić. Magiczna rada: naucz swoje dziecko sprzątać! Nie da się? Da – moje sprząta, ale nie z własnej inicjatywy. Nauczyliśmy ją tego. My rozmawiamy z Melą o różnych rzeczach. Dużo. Możecie się śmiać, ale my z mężem jesteśmy z tych „tłumaczących” rodziców i na razie całkiem sprawnie nam to idzie 😉

Prowadź kalendarz, a nawet kalendarze

To jest mój konik – kalendarze. Ja korzystam z trzech: mój osobisty (od Zaplanuj swój sukces), ścienny oraz internetowy (w pracy, aby ogarnąć wszystkie spotkania). Ale na co to komu? I czemu aż trzy? Dla porządku i planowania czasu. To naprawdę oszczędza czas, bo wpisując do przodu spotkania ze znajomymi, kosmetyczkę, lekarza czy treningi męża – oszczędzasz czas na debatowanie co i kiedy załatwić i czy przypadkiem nie planujecie wyjścia w ten sam dzień – po co się kłócić kto ma zostać z dzieckiem – lepiej wspólnie planować rodzinny czas 😉

Nie myśl w kategoriach „muszę”

Muszę wykąpać dziecko o 20, muszę dokończyć raport, bo rano nie zdążę, muszę dziś lecieć na zakupy, bo jutro wpada Basia na kawę… A co jeśli nie zrobisz tego wszystkiego na czas… Yyy… Czekaj, niech pomyślę… Nic?  A tak nic! Nic się nie stanie, bo to nie są sytuacje ekstremalne i zagrażające zdrowiu lub życiu i nie wymagają wizyty u lekarza. Nie żyj pod presją idealnej Matki Polki, która ma zawsze wszystko ogarnięte i dopilnowane. Moje dziecko w domu nie chodzi w sukienkach i w warkoczu. Jak wyplami koszulkę, to sobie w niej chodzi. Czasem jej przebiorę, czasem nie. No i co? Co to zmienia. No nic. Nie musimy być idealne. Nic nie musimy. Wszystko możemy i róbmy tak, żeby naszej rodzince żyło się dobrze 😉 A ta poplamiona koszulka nie przyczyni się do rozpadu rodziny lub sprawy dla reportera.

Zanim wyjdziesz za mąż zadaj sobie dwa pytania

Oprócz miłości w życiu liczy się też pragmatyczne podejście do niektórych spraw. Osobiście uważam, że czasy patriarchatu się już skończyły. Obecnie bardzo często oboje rodzice pracują i powinni dzielić się opieką i obowiązkami domowymi. Aaa… Miałam podać dwa pytania. Uwaga nadaję!

1. Sprawdź czy Twój przyszły mąż sprząta i gotuje – serio! To ważne kryterium 😉

2. Zapytaj co myśli o wychowywaniu dzieci – jeśli powie, że to babska sprawa, to kobieto dobrze Ci radzę, odwołaj ten ślub!

Ja mam to szczęście, że wyszłam za odpowiedniego mężczyznę (ps: właśnie czyta Meli bajki – och, jaki to uroczy dla mnie widok 🙂 )

Zgadzasz się ze mną? A może masz zupełnie inne podejście? Chętnie się dowiem, jakie jest Twoje zdanie!

Tyle na dziś! Mam nadzieję, że moje rady Ci się chociaż trochę przydadzą 😉 Uciekam do mojej wspaniałej rodzinki <3


Czy spodobał Ci się przeczytany właśnie tekst?

Jeśli tak, to bardzo mi miło. Chcesz co jakiś czas poczytać o moich pasjach związanych z życiem mamy marketerki? Masz kilka możliwości:
udostępnij ten wpis jeśli Ci się podoba i chcesz pokazać go innym,
– zostaw komentarz – chcę wiedzieć czy myślisz podobnie do mnie, a może masz zupełnie inne zdanie,
polub mój profil na Facebooku – sporo tam kulisów moich pasji,
zaobserwuj Instagrama – jeśli lubisz oglądać moje zdjęcia 🙂